Nie ma samotnych obiadów

Obrazek

Po środowym klubie śmiechu poczułem głód. Myślałem, że namówię spontanicznie kogoś z klubowiczów na wspólne jedzenie, ale jakoś wszyscy się rozeszli. Postanowiłem podjechać tramwajem do centrum i udać się do jednego z moich ulubionych barów z wegetariańskim jedzeniem. Wysiadłem przy metrze Centrum i dostrzegłem postać pana w turbanie z zawiniętymi do góry wąsami i walizeczką lotniczą. Na pewno Sikh, łatwo ich poznaje szczególnie od czasu pobytu w Indiach, gdy korzystałem z ich gościnnych posiłków w gurdwarach -świątyniach Sikhów. Stał i rozglądał się lekko zagubiony. Podszedłem do niego i złożyłem dłonie i pokłoniłem się mu pozdrawiając go tradycyjnym błogosławieństwem Sikhów „wahe guru!”. Pokłonił się mi, spojrzeliśmy sobie w oczy i od razu zaproponował byśmy poszli razem na herbatę, bo nie zna Warszawy, a chętnie by posiedział w miłym miejscu zanim będzie musiał wrócić na lotnisko. Zaproponowałem, że zaprowadzę go do Namaste India – mojej ulubionej indyjskiej restauracji i napijemy się czaju. Przystanął na mój pomysł.

 

Jak usiedliśmy i Bagga przywitał się z kelnerkami, które jak się okazało również pochodzą z Pendżabu, przyznał mi, że w momencie gdy do niego podszedłem, modlił się by ktoś go zabrał w jakieś ciepłe i bezpieczne miejsce na herbatę. „Usłyszałeś moją modlitwę, czyli zestroiłeś się ze mną swoją wibracją” – opowiadał mi – „Bóg wcale nie jest na zewnątrz, tylko wewnątrz nas, to po prostu odpowiednia wibracja, zresztą co ci będę mówił, wiem, że to wiesz”- zaśmiał się. Zaczął opowiadać mi o swoim życiu. Obecnie ma 65 lat, choć na tyle nie wygląda. Jego pierwszym nauczycielem była jego mama, uczyła go medytacji i od urodzenia przysposobiła do wegetarianizmu. Potem trafił jako mały chłopiec do guru, który nauczył go zamykać wszystkie pozostałe bramy po to by otworzyć trzecie oko prowadzące do Boga -od razu mi się to skojarzyło z kundalini jogą i wszystkimi zamkami.

 Obrazek

Bagga jak się okazało mieszka w Wilnie, ale pochodzi, jak większość Sikhów, z Pendżabu czyli krainy w północnych Indiach u podnóża Himalajów. Tam została jego żona z najstarszym synem i prowadzą wspólne rodzinne przedsiębiorstwo, on sprowadza na Litwę przyprawy, ubrania, kadzidła i inne indyjskie produkty. Oprócz tego, Bagga ma drugiego syna w Los Angeles i córkę w Londynie. W Wilnie mieszka sam, ale wraca co roku do Indii. Ma swój dom, w którym udziela lekcji jogi jak podkreślił bezpłatnych, gdyż postrzega to jako swoją służbę. Słyszał też o jodze śmiechu, ale sam uczy pranajamy czyli ćwiczeń oddechowych i asan. Mówi, że ma w planach otwarcie studio jogi, wtedy by trochę kosztowało tak by się zwróciło „żadnych zysków, żadnych strat”. Bagga dalej by przygotowywał bezpłatne wegetariańskie jedzenie dla uczestników zajęć. Ja mu zaś wspomniałem o moich planach by zacząć prowadzić kursy liderskie jogi śmiechu poza Polską w krajach do których ta radosna praktyka jeszcze nie zawitała i myślałem właśnie o Litwie jako pierwszym celu wyjazdu.

 

Jak podeszła kelnerka i ja postanowiłem zamówić aloo paranthę czyli maślany placek nadziewany ziemniakami czyli typowe indyjskie danie śniadaniowe wieczorną porą, Bagga postanowił zamówić to samo. Przyznał mi, że od dziecka uczył się gotowania i uwielbia gotować, unika jadania w barach, gdzie jest serwowana kuchnia Non-veg czyli „niewegetariańska”, ale, że tutaj sprawdził, że jedzenie jest bezpieczne, jeśli chodzi o stosowane tłuszcze i oddzielność pokarmu. „Everything is settled, you don’t have to worry about anything (wszystko jest już ustawione i o nic nie musisz się martwisz) – zawołał Bagga śmiejąc się i popijając ajurwedyjski czaj. „Nasze spotkanie było już ustalone wiele lat wcześniej, podobnie jak lista ludzi, którym w tym wcieleniu przekażesz radość jogi śmiechu” – kontynuował swoją myśl. Wspomniałem mu o przygodzie Ani, mojej koleżanki, która w Indiach znalazła mędrców, którzy odczytali przebieg jej całego życia z liści palmowych, znali zarówno rok jej odejścia, jak i imiona dwóch byłych mężów. Powiedziałem mu, że ja się tam nie wybieram, bo mam większą frajdę nie znając ciągu dalszego. Przyznał, że on też woli niespodzianki i śmialiśmy się razem. Obaj się też zgodziliśmy, że mamy pewien wybór: nawet ustalony scenariusz można odegrać lepiej lub gorzej, radośnie lub smutno.

 Obrazek

Gdy już podano paranthy, postanowiłem zapytać Baggę o turban. Faktycznie nie obcina włosów i w tej chwili ma 8-metrowe. Turban to, jego zdaniem, bardzo praktyczna rzecz, zimą chroni przed chłodem, latem przed żarem, do tego jest takim kloszem nad ciałem, który sprawia, że energia nie wycieka i łatwiej się skoncentrować. Zakłada go co rano w 5 minut, zdejmuje przed snem. Powiedział mi, że ma 30 turbanów w różnych kolorach każdy idealnie dobrany do reszty ubioru tak jak dzisiejszy granatowy do koszuli. Bagga za to nie nosi ze sobą noża ani miecza, czego tradycja oczekuje od Sikhów. Stwierdził, że jest współczesnym człowiekiem i skupia się na Bogu wewnątrz siebie i nie potrzebuje zewnętrznych oznak religijności, a już szczególnie broni. Nie potrzebuje nawet świątyń, cały świat dla niego jest świątynią. Dba by jego ciało pozostało czyste, jak się urodził, nie spożył nigdy mięsa ani nie napił się alkoholu bo to oddala od wibracji Boga (swój człowiek, tylko ja do tego samego doszedłem już jako dorosły). Na swoim tablecie pokazał mi zdjęcie z planu filmowego, został poproszony by zagrał Sikha w filmie znanego litewskiego reżysera.

Zanim wyszliśmy Bagga podszedł do kelnerek i pobłogosławił je kładąc im dłoń na głowie, tłumaczył mi, że to są kobiety z jego religii i kraju czyli właściwie jego córki więc chciał im pobłogosławić jak ojciec. Odprowadziłem go na autobus na lotnisko. W Warszawie był tylko na chwilę, zmieniał samolot z Paryża i na dosłownie 2 godziny udał się do miasta by jak się okazało mnie spotkać. „Jeszcze się zobaczymy na pewno” – powiedział. Tak, tak, wahe guru!

 

 Obrazek

Joga śmiechu opanowuje Wrocław.

Obrazek

Grono liderów jogi śmiechu w Polsce poszerzyło się o kolejnych 10 osób. Przez 2 dni bawiłem z warsztatem dla liderów jogi śmiechu we Wrocławiu i taki jest tego efekt, że mieliśmy wspaniały czas i wszyscy z powodzeniem ukończyli kurs. Dużo śmialiśmy się, tańczyliśmy, wykonywaliśmy podstawowe ćwiczenia oddechowe, a wieczorem zagraliśmy wspólnie w grę karciano-planszową Dixit i śmiecho-grę opracowaną przez Laughter Yoga International „In the bedroom”. Perspektywy rozwoju jogi śmiechu we Wrocławiu są bardzo dobre, bo w kursie wzięła Małgosia – aktorka Teatru Capitol, jogą śmiechu zainteresował się też osobiście dyrektor Teatru i jest duża szansa, że przy Teatrze powstanie klub śmiechu. Byłby to bardzo ważny krok w stronę popularyzacji jogi śmiechu w Polsce.

_z siebie grupa

W warsztacie wzięło udział 9 kobiet i jeden mężczyzna. Faktem jest, że na całym świecie jest więcej kobiet w ruchu jogi śmiechu i ogólnie na warsztatach rozwojowych, dlatego tym bardziej cieszę się, że chociaż pojedynczy panowie pojawiają się na moich warsztatach. Być może zachęci ich przykład Mirka, który jest z zawodu trenerem biznesu i prezesem firmy handlowej. Mirek jeszcze przed kursem dzielił się ze mną swoimi wątpliwościami co do kursu, przyznał mi, że znajomi mu odradzali „płacenie za śmianie się”, mimo to poszedł za własnym głosem i z zaangażowaniem uczestniczył w zajęciach. Wiem, że czasami bywa wyzwaniem dla mężczyzn by czuć się swobodnie w kobiecych grupach, a dla trenerów by uczestniczyć w szkoleniach, których sami nie prowadzą. Tym większe „świetnie, świetnie, hej!” dla Mirka i z dużą radością publikuję jego relację z kursu:

„Zajęcia były dla mnie wyzwaniem, trudności starałem się pokonać jak umiałem.
Dla mnie osobiście były bardzo wartościowe, to nie jest kwestia podobania
 się czy nie podobania. Wartość to wartość, a podobać się mogą ale nie muszą.
Obrazek
 Uczestnictwo trenerów, konsultantów i wszelkiej  maści innych
 pokrewnych  zawodów  w takich zajęciach to jest wyzwanie dla
prowadzącego.  Wiem, co mówię, ponieważ przeżyłem to wiele razy tak jak Ty jako prowadzący.
 Dlatego bardzo się starałem, aby niczym Cię nie urazić, nie dokuczać, nie
 podważać, nie przeszkadzać ani nie wprowadzać żadnych swoich propozycji
metodologicznych z prowadzenia  zajęć. Jeśli coś tam się przemknęło to przepraszam. Nie ukrywam, że np. ćwiczenia oddechowe z jogi, z którymi się spotkałem
 pierwszy raz były dla mnie trudne  do wykonania. Cieszę się, że jednak zajęcia dały mi  duże odprężenie umysłu, ciała i
 spokój  ducha, który przyszedł do mnie po tych zajęciach. Warsztaty tylko na  pierwsze wrażenie zdają się być łatwe, takie jednak nie są.. i dobrze. Więcej wówczas człowiek się uczy i bierze dla siebie.

 Co dalej ….nie wiem.. poddam się temu co przyjdzie.  Osobiście trochę poćwiczyłem śmiejąc się dzisiaj samodzielnie na spacerze. Pewne ćwiczenia poczynię jako całość moich zajęć z wartości w grudniu  dla klienta biznesowego.  Ha, Ha, Ha!  Dziękuję.”
 Mirosław Kłoczko, trener, konsultant 
_Mirek dyplom

Ja i mój śmiech… -opowieść Karin

IMG_7161 (1)

Karin Lesiak fot. Karin Lesiak juniorka

Szczęśliwi ludzie wcale nie są traktowani przez życie łagodniej, jedynie inaczej reagują na to co im się przytrafia i dzięki temu jest im łatwiej utrzymać pozytywny stosunek do świata. Choć ostatnio czuję, że moje życie jest usłane różami, to pamiętam, że nawet róże miewają kolce, w zeszłym roku przeżyłem śmierć ojca, a w tym babci, o innych, z tej perspektywy błahych sprawach nie wspominając. Mimo to, postanowiłem dokonać wyboru: nie trzymam się smutku, nie pielęgnuję go w sobie, bo chcę nieść bezwarunkową radość i niczym nieuzasadniony śmiech. Wiem, że nawet jeśli zewnętrzny świat funduje nam kiepski scenariusz to i tak możemy odegrać go jak najlepiej, bo z wdzięcznością. Wiem też, że zawsze można zacząć nowe życie i nic – absolutnie nic co się dzieje, nie skazuje nas na niedolę, a w każdym nieszczęściu jest zalążek szczęścia, zawsze można śmiać się nawet z choroby, braku pieniędzy. Dziś publikuję historię Karin Lesiak, bardzo uzdolnionej liderki jogi śmiechu, która od początku działania Warszawskiego Klubu Śmiechu regularnie śmieję się z nami, a także wspólnie ze mną prowadziła warsztaty w gimnazjum w Hutkach pod Częstochową (ja wybrałem warsztat z nauczycielkami, a Karin w tym czasie poradziła sobie z gimnazjalistami ha ha ha!). Karin w swojej opowieści jest bardzo szczera, wspomina też o tym, co może wydać się trudne, tym bardziej cieszę się, że z dużym entuzjazmem i ufnością propaguje jogę śmiechu i bezwarunkowy śmiech pomimo wszystko. Dziękuję Ci Karin, że jesteś, dajesz przykład zaangażowania i pozytywnych zmian w życiu dzieląc się z nami Twoją historią.

A teraz już mówi Karin:

Karin Lesiak

Karin Lesiak

Patrząc na zdjęcia z dzieciństwa byłam uśmiechniętą dziewczynką, śmiałam się dużo i łatwo. Niestety moi rodzice zdecydowali, że nie będą razem. I najgorsze w tym, że tata postanowił odejść również od nas – swoich córek. Smutno było. Pamiętam, że często płakałam. Zmieniło się to trochę, gdy byłam nastolatką i zaczął się czas „głupawek”. Zwykle towarzyszyła mi moja przyjaciółka Małgorzata. Napady mogły mieć powód, ale nie były konieczne. Mogłyśmy patrzeć na siebie i już śmiech. Znacie to pewnie?

Potem był czas szczęśliwych i nieszczęśliwych miłości. Powroty i rozstania, cały czas ten sam mężczyzna. Potrafił wprowadzić mnóstwo śmiechu, a w krótkim czasie mnóstwo łez… aż wreszcie wyjechał. Bolało, wypłakałam co miałam wypłakać i rozpoczął się kolejny etap: małżeństwo. Okres wielkiej radości, plany, wspaniałe dzieci, idealne życie. Śmiech towarzyszył mi, był spontaniczny, naturalny, energia pozwalała na dużo optymistycznych myśli. Ale ten okres też się skończył wyjazdem męża na Ukrainę i zostałam sama z dziećmi. Dzieci i ja bardzo tęskniliśmy, do tego doszły ogromne trudności finansowe.

Wpadłam w stan ogromnego smutku. Użyję tu tego strasznego słowa: depresja. Myślę, że gdyby nie dzieci i moja odpowiedzialność nie dałabym sobie rady. Nikomu nie mówiłam jak bardzo jest źle –uśmiechałam się przez łzy… tak też można. Aż przyszedł czas kiedy już dłużej nie mogłam i nie chciałam sama walczyć. Opowiedziałam przyjaciołom. Pomogli bardzo i oczywiście z uśmiechem. Pamiętam, jak usłyszałam od mamy mojej przyjaciółki, że dla mnie też zaświeci słoneczko już niedługo. Jak ja uwielbiam to zdanie. Mój przyjaciel natomiast powtarzał mi, że mam ogromną zaletę : „uśmiechalność” i powinnam częściej z niej korzystać. I rzeczywiście było coraz lepiej, pomimo braku pracy i trójki dzieci do opieki w tym jednej bardzo zbuntowanej nastolatki.

Skąd miałam siły? Radziłam sobie, coraz więcej uśmiechu. Przecież skoro było tak źle, to teraz może być tylko lepiej i tak było. Przyjaciel stał się przyjacielem rodziny. Był i jest ogromnym autorytetem dla dzieci. Wspólne wyprawy bardzo jednoczyły nas i jednocześnie powodowały dużo uśmiechu w naszym domu. Stworzyłam moją firmę , organizuję warsztaty naukowe i artystyczne dla dzieci i młodzieży. Najmłodsi śmieją się dużo, a skoro dzieci się śmieją, to i ja z nimi. Zauważyłam, że panie pracujące w przedszkolach zwykle są radosne, mają „zarażaczy” śmiechu codziennie w pracy. Śmiech może rozładować wiele trudnych sytuacji np. w szkole gdzie dzieciaki są bardziej narażone na stres. Ci młodzi uczestnicy zajęć potwierdzają, że na moich zajęciach zawsze jest wesoło.

Karin Lesiak fot. Karin Lesiak juniorka

Karin Lesiak fot. Karin Lesiak juniorka

Po obejrzeniu filmu o Patchie Adamsie, twórcy terapii śmiechem byłam przez pewien czas zafascynowana nim i zaczęłam interesować się śmiechem. Znalazłam Fundację Dr Clown, jednak to nie było TO. Nigdy nie bawiły mnie atrakcje w cyrku i wyśmiewanie się z kogoś, kto jest śmiesznie ubrany, przewraca się, albo robi psikusy innym.. nie to nie było i nie będzie dla mnie śmieszne. Zostawiłam. Jednak sprawdzanie działania śmiechu na człowieka stało się moim hobby. Wtedy dostałam w prezencie płytkę Michała Wawrzyniaka „Kobieta taka jak ty” -nagranie relaksacyjne z dużą ilością uśmiechu, słuchałam i coraz częściej się śmiałam. Coraz częściej odczuwałam bardzo pozytywny wpływ na całe moje życie. Wiedziałam, że wszystko co mnie spotkało było „ po coś” i wszystko dało się wytłumaczyć. Spokojnie przyjmowałam to, co przynosiło mi życie. Wierzyłam, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Oprócz uśmiechu były afirmacje i bardzo pozytywne myśli… To już była prosta droga do jogi śmiechu i przyszła w kwietniu tego roku – warsztaty Piotra na Starym Mieście. Sala rozbrzmiewała śmiechem przez blisko 2 godziny. Poznałam Basię teraz również liderkę jogi śmiechu. Natomiast Piotra poznałam podczas Tańca Spirali w parku w ubiegłym roku wtedy jeszcze on nie wiedział, że będzie przyczyną tak wielu zmian w tak wielu ludziach. Skoro jeszcze raz nasze drogi się spotkały wiedziałam, że taki śmiech jest dla mnie.

Po warsztatach Piotr ogłosił pierwszą sesję śmiechu na Polu Mokotowskim z okazji Dnia śmiechu 5 maja. Zaangażowałam się, zapraszałam znajomych. Nie było łatwo akurat to był długi majowy weekend większość znajomych planowała wyjazdy. Pogoda jednak okazała się niezbyt „wyjazdowa” i dopiero niedziela okazała się słoneczna. Pole Mokotowskie pełne ludzi złaknionych słońca. Sesja udała się znakomicie w tak licznej grupie śmiech płynął , zarażał. Od tego momentu stałam się stałą bywalczynią klubu śmiechu w parku. To było jak uzależnienie… od dobrego samopoczucia… Ogłoszenie przez Piotra kursu dla liderów natychmiast było moim marzeniem. Chciałam poznać techniki śmiechu, świadomego oddechu, relaksacji. Wiedziałam, że to jest to, co chcę robić. Podczas spotkań w parku, a później na kursie poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy podobnie jak ja wierzą w jogę śmiechu jako wspaniałą alternatywę dla wielu problemów.

Dziękuję Piotrze za Twoją wspaniałą misję. Mam wiarę, że nauczymy ludzi bezwarunkowego śmiechu. Dziękuję wszystkim, z którymi mogę się śmiać. Niech się dzieje… Karin Lesiak

Śmiech, muzyka i łzy. Relacja z Europejskiego Kongresu Jogi Śmiechu w Lizbonie (17-20.10.2013)

1

Pierwszego dnia wziąłem udział w zaawansowanym warsztacie dla nauczycieli, który prowadził doktor Kataria. Grupa uczestników bardzo ciekawa, sporo osób z Włoch, Francji, Niemiec, ale też z Izraela, USA, Kanady a nawet Brazylii. Zauważyłem dwie ciekawe rzeczy: byłem jedynym uczestnikiem z dawnych demoludów czyli Europy Środkowo-Wschodniej i co ciekawsze, z moimi 31-latami mogłem być nawet najmłodszym uczestnikiem, a większość biorących w szkoleniu nauczycieli to osoby powyżej 50 roku życia. Wrażenie to uległo zmianie w trakcie kolejnych dni konferencji za sprawą całkiem dużej grupy młodych uczestników, szczególnie z Portugalii, ale mówię o tym by podkreślić, że na świecie seniorzy stanowią jedną z najważniejszych grup jogi śmiechu.

ja w Lizbonie

Doktor zapowiedział, że czas rozpocząć nowy etap w historii jogi śmiechu i na szerszą skalę włączyć w nasze sesje śpiew, ruch i taniec które łącznie ze śmiechem nazywa „czterema żywiołami radości”. Oczywiście śpiewać każdy może, ale nie znaczy to by robić to od niechcenia, nie oceniamy śpiewu innych, ale śpiewamy z zaangażowaniem, z serca. Twórca jogi śmiechu proponował też osobom, które mają problem ze śpiewem by chociaż nuciły to już krok w dobrą stronę.

2

Doświadczyłem też cudownej medytacji „logowania się” czyli łączenia się z naszym nieskończenie wielkim potencjałem. Doktor bardzo lubi używać komputerowego języka: twój umysł to zwykły komputer z 4MB RAM, a dzięki podłączeniu się do Internetu możesz korzystać z nieskończenie większej wiedzy i pojemności pamięci wszystkich zalogowanych komputerów świata. Podobnie my medytując wychodzimy ze swoich ograniczeń, otwieramy się na intuicję i nieskończenie większe możliwości! Jogę śmiechu wraz z medytacjami relaksującymi doktor porównuje do software’u, Internet Explorera lub Mozilla Firefox za pomocą którego nawigujemy po świecie, a „ho ho ha ha ha” to nasze hasło do „zalogowania się”. Doktor kilkakrotnie podkreślał, że nasz umysł ma moc nadawania znaczenia każdemu wydarzeniu i szczęśliwi ludzie wcale nie doświadczają mniej trudnych doświadczeń niż nieszczęśliwi, tylko inaczej na nie reagują. Zachęcał nas do codziennej praktyki rozpoczynającej się od medytacji dynamicznej, jaką jest joga śmiechu, a zakończeniu jej w formie medytacji siedzącej z koncentracją na oddechu i dźwięku. Tę prostą formę medytacji siedzącej, której nauczył mnie dr Kataria w Lizbonie, włączyłem do programu moich nowych 3-godzinnych warsztatów i kursów liderskich.

3

Jedna z dyskusji na warsztacie dotyczyła tego, jak dzieci reagują na fakt, iż ich rodzice zamiast pracować w szanowanych zawodach typu lekarze czy prawnicy, zajmują się jogą śmiechu. Uczestniczka z Izraela żaliła się, że koledzy z klasy jej syna, jeśli chcą mu dokuczyć, pozwalają sobie na niewybredne żarty z jego śmiejącej się po parkach mamy. Ana z Portugalii z kolei opowiedziała, że jej córka jako małe dziecko uwielbiała jogę śmiechu, lecz gdy zaczęła dojrzewać, zaprzestała uczestniczenia w klubie śmiechu i zaczęła się wstydzić szalonego zajęcia mamy. Wtedy Ana wpadła na genialny pomysł: zaproponowała swoje zajęcia szkole córki, na co szkoła przystała. „Teraz gdy wszystkie jej koleżanki chodzą na moje zajęcia i mnie lubią, także moja córka zaczęła chodzić i już się nie wstydzi mamy” – opowiadała.

Po zaawansowanym warsztacie dla nauczycieli jogi śmiechu, przez 3 dni uczestniczyliśmy z Anetą, moją żoną i liderką jogi śmiechu, w konferencji pełnej warsztatów praktycznych, jak i seminariów np. na temat jogi śmiechu w biznesie czy w pracy z seniorami. Wszystko zaczęło się od olbrzymiej sesji jogi śmiechu połączonej z muzyką prowadzonej przez Kulę, doświadczonego lidera jogi śmiechu i multiinstrumentalistę, który ma też wspaniałe wyczucie rytmu, a do tego wspaniały kontakt z ludźmi.

7

Jednym z najważniejszych doświadczeń dla mnie był udział w warsztacie Richarda Romagnoliego, nauczyciela jogi śmiechu z Włoch, który został przez dr Katarię mianowany „ambasadorem jogi śmiechu na świecie”. Richard opowiedział nam swoją historię, która jest tak ciekawa, że muszę się z Wami nią podzielić. Przez wiele lat świetnie zarabiał jako iluzjonista robiąc magiczne show w Disneylandzie i na luksusowych statkach ale czuł, że to pompowało jego ego, ale wewnętrznie go wypalało. Zaczął szukać głębszego sensu i poznał mistrza duchowego z Indii – Sai Babę i postawił wszystko na duchowość. Wraz z żoną po jakimś czasie sprzedali dom i postanowili zamieszkać wraz z małymi dziećmi w Indiach. Richard pewnego dnia zobaczył w indyjskiej telewizji dr Katarię i tego samego dnia znalazł jego książkę w supermarkecie. Nazajutrz znalazł stronę internetową i dodzwonił się bezpośrednio do Katarii i za kilka dni był na kursie nauczycielskim w tym samym pięknym ośrodku pod Bangalore, gdzie i ja się uczyłem. Po powrocie do Puthaparthi, gdzie mieszkali – miejsca które co roku odwiedzał ponad milion wyznawców Sai Baby, założył tam klub śmiechu, w którym brały od razu udział setki osób. W krótkim czasie przeszkolił kilkuset liderów i doktor zaprosił go by asystował mu w tournée po Indiach. Czuł, że znalazł swoje miejsce na świecie żyjąc w Indiach – tylko musiał wrócić wraz z rodziną do Włoch by przedłużyć wizę. W konsulacie w Mediolanie dostali wizy na kolejne 4 lata bez problemu, wsiedli w samolot do Bombaju i tam niski celnik z podkręconym wąsem pokręcił głową i wstemplował na wizie „canceled” (anulowane). Kazał im natychmiast przejść do samolotu powrotnego mówiąc, że ich rzeczy już zostały z powrotem skierowane do Włoch. Powodów nie podał. Richard zaczął tłumaczyć celnikowi, że ma nową ważną wizę, a w Indiach przyjaciół i firmę -nic nie skutkowało.

4

„Wtedy usłyszałem wewnętrzny głos- wspomina Richard-, że przyszedł czas bym naprawdę wykorzystał w życiu to czego uczyłem się na drodze duchowej” . Pokłonił się celnikowi głębokim namaste i grzecznie zawrócili. Całe Indie cudowne również w swojej nieprzewidywalności. Ja nie miałem takich doświadczeń w Indiach, ale też podróż po tym kraju nauczyła mnie większego spokoju, zaufania do tego, co się dzieje i absolutnego poddania się temu.

Szczęśliwie okazało się, że Richard jest potrzebny we Włoszech, zaczął prowadzić warsztaty dla liderów aby ich do-energetyzować. Faktycznie udział w jego warsztacie był dla mnie głębokim doświadczeniem, choć było chyba więcej łez niż śmiechu. Planuję zaprosić Richarda wiosną do Polski z warsztatami, gdyż mam poczucie, że wspaniale rozumie on wewnętrznego ducha śmiechu i potrzebę pełnej autentyczności w jodze śmiechu.

5

Aneta miała z kolei szczęście trafić na warsztaty, w których było dużo śmiechu, z cudownie roześmianymi osobami: Maartenem z Amsterdamu, clownem i nauczycielem jogi śmiechu zawsze w kolorowych spodniach z szelkami, Arlette, kipiącą energią pielęgniarką z Portugalii czy Rafaellą z Włoch, która choć wcale nie znała angielskiego i nie do końca ogarniała to co się dzieje to zawsze zgłaszała się na ochotniczkę do ćwiczeń czy odliczania czasu mówcom i wybraniała się niezwykłym śmiechem. Aneta mogła też podszkolić nieco swój angielski, biorąc udział w warsztacie prowadzonym przez Danny’ego Singha, który mieszkając we Włoszech opracował świetną metody uczenia angielskiego łącząc jogę śmiechu i pracę z ciałem z nauką języka (www.laughnlearn.net).

6

Ja zaś ciągle miałem pewien niedostatek śmiechu (ha ha ha!), bo drugi warsztat na który trafiłem również był dosyć głęboki, słuchałem jak joga śmiechu zmieniła ludziom życie i jakie ciekawe rzeczy robią kluby śmiechu na świecie, ale ćwiczeń było trochę mniej, choć jestem wdzięczny za krowę i świnię, które nauczyłem się od włoskiej ekipy. Końcową, godzinną sesję jogi śmiechu mogłem poprowadzić osobiście,co było dla mnie dużym wyróżnieniem. Zdecydowałem się pokazać dwie moje ulubione sekwencji ćwiczeń i dbać o zachowanie rytmu, umożliwiając wszystkim chętnym zademonstrowanie swoich ćwiczeń. Najbardziej aktywne były dwie koleżanki z Izraela, które łączą jogę śmiechu z tańcami w kręgu i jak im oddałem głos to tak się świetnie bawiły i rozpętały tak totalne szaleństwo, że trudno było przerwać by dopuścić szwajcarską nauczycielkę, która od kilku minut czekała. Jak widzicie rola prowadzącego tak do mnie przylgnęła, że nie mogłem do końca tak się rozpuścić we własnym śmiechu, ale na wszystko przyjdzie czas. Teraz cieszę się, że znam sporo nauczycieli jogi śmiechu z całego świata, oczywiście wszyscy zapraszali do siebie np. na sesję śmiechu na barce w Gandawie (Belgia) czy kolejną konferencję we Włoszech. Dziękuję za tyle cudownych doświadczeń.

video z portugalskiej TV z mega-sesji śmiechu tutaj

zdjęcia: organizatorzy konferencji, źródło tutaj

Wdzięczność sama płynie – wspaniała niedziela z jogą śmiechu w Białymstoku

IMG_8975

Niedawno oglądałem taki krótki film o eksperymencie, w którym badano siłę wdzięczności. Zaproszono do studia grupę chętnych i pytano ich o osobę, której są najbardziej wdzięczni w życiu. Następnie proszono biorących udział w eksperymencie by natychmiast zadzwoniły do tych osób i wyznały im wdzięczność, naukowcy badali poziom stresu i rozluźnienia – okazywało się, że takie spontaniczne wyrażenie wdzięczności niesamowicie rozluźniało i sprawiało, że wszelki stres znikał. Czuję dziś takie szczęście, że wdzięczność sama przez mnie przepływa.

IMG_8986

W nocy wróciłem z Białegostoku, gdzie prowadziłem warsztat jogi śmiechu, najprawdopodobniej pierwszy w historii tego miasta. Obawiałem się trochę o frekwencję, bo to taki niewarsztatowy przecież weekend zaduszkowy, do tego jeszcze prezydent ogłosił, że ten dzień będzie żałoba narodową z powodu śmierci byłego premiera. Obawy okazały się bezzasadne. Duża sala Shanti Yoga Studia była wypełniona radosnymi ludźmi było nas blisko 40 osób!

para

Wiele osób przyjechało całymi rodzinami, z dziećmi lub przyjaciółmi. Jak się dowiedziałem niektórzy przybyli ponad 100 kilometrów z Siemiatycz lub Augustowa specjalnie by wziąć udział w moim warsztacie! Także miałem wspaniała reprezentację całego Podlasia -dziękuję każdej i każdemu z Was za to, że byliście i nieście proszę ten śmiech dalej, śmiejcie się myjąc zęby czy stojąc na czerwonym świetle ha ha ha!

IMG_8955

Pragnę też podziękować specjalnie Ewie Łukasińskiej za wspaniałą organizację, a także Ali Kummer, mojej uczennicy i liderce jogi śmiechu, która zaprosiła nas na wspaniały, dwudaniowy obiad z deserem z ciastem, domowej produkcji chałwą i sezamkami, a także pomagała mi w prowadzeniu warsztatu. Mam nadzieję, że uda się teraz Ali i Ewie uruchomić klub śmiechu w Białymstoku -w Shanti Yoga Studio, jestem całym sercem z Wami!

szczoteczka

Dziękuję też Góralowi i Gosi, którzy byli na moim warsztacie w Łodzi, a tutaj dotarli ze Szczecina i wnieśli wspaniałą energię. Jestem również bardzo bardzo bardzo wdzięczny mojej żonie Anecie, która szczęśliwie dowiozła mnie na miejsce, wspierała w prowadzeniu zajęć, pokazała swoje ulubione ćwiczenia i zrobiła piękne zdjęcia, wreszcie pomimo ciężkiej ulewy, odwiozła mnie do domu, prowadząc tak bezpiecznie, że mogłem sobie pozwolić na beztroską drzemkę. Bez Ciebie, kochana, to wszystko nie byłoby możliwe, hahaha!

Piotr i Aneta

A co się działo? Najpierw opowiedziałem o Indiach i jodze śmiechu, pokazałem moje zdjęcia z podróży i filmy, porozmawialiśmy, potem chwilę swobodnie potańczyliśmy i zaczęła się sesja joga śmiechu, a wszystko doprowadziło do relaksacji ze spontanicznymi kołysankami i… wysłania energii uzdrawiającego śmiechu do naszych bliskich i absolutnie wszystkich ludzi. Zresztą zdjęcia mówią same za siebie hahaha! Aż normalnie już mi się chce tam wracać hahaha Białystok świetnie, świetnie, hej!

spanie

14

 

15

Trening liderek i liderów jogi śmiechu po raz drugi w Warszawie!

IMG_7038

Alina Kummer w trakcie kursu liderskiego

Wiem, że Wszechświat dba o nas i daje nam zawsze znaki. Jeśli tylko mamy w sobie uwagę, by je odczytywać, dojdziemy tam, gdzie pragnie dojść nasza dusza. Ja miałam wiele znaków, żeby dojść do tej radości, którą daje mi obecnie joga śmiechu. Teraz śmieję się tuż po przebudzeniu, w ciągu dnia i przed pójściem spać. Śmieję się wewnętrznie, jak i głośno i … dzieją się CUDA! 

Alina Kummer, liderka jogi śmiechu, uczestniczka pierwszego w historii Polski kursu liderskiego

20130823_180254

Klub Śmiechu w Warszawie, Karin Lesiak w dolnym rzędzie, 3 z prawej

Po warsztatach Piotr ogłosił pierwszą sesję śmiechu na Polu Mokotowskim z okazji Dnia śmiechu 5 maja. Zaangażowałam się , zapraszałam znajomych. Nie było łatwo akurat to był długi majowy weekend większość znajomych planowała wyjazdy. Pogoda jednak okazała się niezbyt „wyjazdowa” i dopiero niedziela okazała się słoneczna. Pole Mokotowskie pełne ludzi złaknionych słońca. Sesja udała się znakomicie w tak licznej grupie śmiech płynął , zarażał. Od tego momentu stałam się stałą bywalczynią klubu śmiechu w parku. To było jak uzależnienie, uzależnienie od dobrego samopoczucia… Ogłoszenie przez Piotra kursu dla liderów natychmiast był moim marzeniem. Chciałam poznać techniki śmiechu, świadomego oddechu, relaksacji. Wiedziałam, że to jest to, co chcę robić. Podczas spotkań w parku, a później na kursie liderskim poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy podobnie jak ja wierzą w jogę śmiechu jako wspaniałą alternatywę dla wielu problemów. 

Karin Lesiak,  liderka jogi śmiechu, uczestniczka pierwszego w historii Polski kursu liderskiego

kurs liderski jogi śmiechu w Poznaniu

kurs liderski jogi śmiechu w Poznaniu

Pierwszy kurs liderów jogi śmiechu w Warszawie zakończył się dużym sukcesem, udział wzięło 19 osób i musiałem kilku chętnym osobom odmówić udziału. Szczęśliwie obietnicę kolejnej edycji kursu mogę spełnić dzięki owocnej współpracy z Baba Jogą, która nas tym razem będzie gościć. Opublikowałem w ostatnim czasie kilka relacji uczestniczek pierwszej edycji kursu, a w kolejce do ukazania się czekają następne świadectwa. Zdążyłem też poprowadzić kurs liderski jogi śmiechu w Poznaniu, skończyło go z powodzeniem całe grono 14 uczestników. Słuchanie niemal każdej  historii o tym jak joga śmiechu przyszła do Was jest niesamowicie miłym doświadczeniem, a prowadzenie zajęć ze zmotywowanymi osobami jest dla mnie czystą przyjemnością. Raz dwa trzy hi hi hi, no tu ruszamy!

SONY DSC

Miejsce kursu:

Baba Joga/Ovo Studio, Aleje Jerozolimskie 99/9, Warszawa (10 minut piechotą w prostej linii od Dworca Centralnego)

Program

Sobota 14.12

11.00-11.30 – Powitanie, przedstawienie się w sposób właściwy dla jogi śmiechu, poznanie oczekiwań uczestników

11.30-11.45 Ankiety do badania poczucia szczęścia i radości – przerwa na herbatę i samodzielne wypełnienie

11.45-12.30 Serce jogi śmiechu – prezentacja filozofii jogi śmiechu połączona z ćwiczeniami praktycznymi

12.30-13.30 – Praktyczna sesja jogi śmiechu.

13.30-14.30 – Przerwa obiadowa

14:30-15.00 – Relaksacja

15.00-15.45 – Cztery kroki jogi śmiechu (klaskanie, ćwiczenia oddechowe, dziecięca zabawa, ćwiczenia śmiechowe) – krótkie wprowadzenie teoretyczne, prowadzenie 4 pierwszych kroków przez uczestników

15.45-16.00 – Przerwa na herbatę

16.00- 17.00 – Sesja jogi śmiechu z ćwiczeniami prowadzonymi przez uczestników -możliwość tworzenia nowych ćwiczeń jogi śmiechu

17.00- 18.00 – Kolacja.

18.00-18:30 – Pokaz filmów poświęconych jodze śmiechu na świecie

Od 18.30– Wieczór uczestników do ok 20.30 – możliwość zaprezentowania zgłoszonych wcześniej pomysłów – opowiedzieć o tym co Was inspiruje, zagrać na czymś lub przeczytać swój wiersz, opcją alternatywną jest gra planszowa Dixit pobudzająca kreatywność

kurs liderski jogi śmiechu - Studio Jogi YAM, Poznań

kurs liderski jogi śmiechu – Studio Jogi YAM, Poznań

Niedziela 15.12

9.00-9.30- Przywitanie, ćwiczenia oddechowe i medytacyjne

9.30-10.00 – Joga śmiechu – naukowe dowody na rzecz śmiechu i przeciwwskazania zdrowotne

10.05 – 10.45 -Jak śmiać się w pojedynkę? Pokazanie sposobów samodzielnej praktyki. Omówienie doświadczeń

10.45-11.30– Sesja jogi śmiechu współprowadzona przez uczestników

11.30-11.45 – Przerwa na herbatę

11:45-12.30 – Joga śmiechu dla biznesu – zasady działania, doświadczenia praktyczne, marketing

12.30-13.00 – Joga śmiechu z seniorami – filozofia, techniki i praktyka

13.00-14.00 – Obiad.

14.00-14.30 – Relaksacja

14.30-15.15 – Joga śmiechu z dziećmi w wieku szkolnym – teoria, techniki i praktyka.

15.15-16.00 – Końcowa sesja jogi śmiechu prowadzona przez uczestników.

16.00- 16.30 –Jak otworzyć klub śmiechu? Wskazówki, zasady, marketing i media.

16.30-17:00 – Zakończenie, wręczenie certyfikatów, zdjęcie grupowe, sieciowanie

dla chętnych wspólna kolacja od 17:00 i czas na swobodne rozmowy

SONY DSC

Informacje praktyczne:

  • nie jest wymagana wcześniejsza praktyka jogi ani doświadczenie trenerskie, jak i również duża sprawność fizyczna aby wziąć udział w kursie, wystarczy szczera motywacja
  • prosimy stosować dietę wegetariańską w trakcie treningu, zapewniamy możliwość wspólnych posiłków  -posiłki nie są wliczone w cenę kursu
  • w czasie treningu prosimy o powstrzymanie się od picia alkoholu również w czasie przeznaczonym na integrację
  • zalecamy luźny, wygodny strój
  • warunkiem rezerwacji miejsca jest wpłata bezzwrotnej zaliczki 200 zł na konto firmy Paweł Tempczyk, w razie niemożliwości uczestnictwa, zaliczkę można przekazać innej osobie. Konto: 37 1500 1777 1017 7038 5851 0000. Właściciel konta: Paweł Tempczyk, ul. Ponikowskiego 9B, 00-707 Warszawa. Tytułem: Kurs jogi śmiechu w Warszawie – imię i nazwisko uczestnika/czki”
  • trening jest organizowany we współpracy z firmą szkoleniową Paweł Tempczyk, dla chętnych pracujących w firmach istnieje możliwość wystawienia rachunków

Zapewniam:

  • dyplom Lidera Klubu Śmiechu sygnowany przeze mnie, Dr Katarię i Laughter Yoga Univeristy dla uczestników, którzy wykażą się zaangażowaniem w trening i zrozumieniem tematu
  • podręcznik liderski Klubu Śmiechu (ok 80 str) w wersji polskiej – wydruk oraz e-book
  • filmy z jogą śmiechu i zdjęcia z kursu
  • indywidualny kontakt ze mną i wsparcie także po zakończeniu treningu

Ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń.

Zapisy: piotr.bielski@gmail.com lub tel 607473322

Koszt kursu od osoby: 570 zł (przy wpłacie zaliczki do 1.12, po 1.12 – 620 zł)

Uwaga! Dla uczestniczek i uczestników moich wcześniejszych warsztatów zniżka 70zł –500 zł (obowiązuje do 1.12. – do tego czasu należy wpłacić zaliczkę)

Promocja – dla osób zgłaszających się parami zniżka 40 zł dla każdej osoby– czyli 530 zł od osoby (nie łączymy promocji).

SONY DSC

grono absolwentów kursu liderskiego jogi śmiechu w Poznaniu

Poznań miastem śmiechu?

Obrazek

Od wczoraj szansę Poznania na stanie się najbardziej roześmianym miastem w Polsce podskoczyły. Właśnie zakończyliśmy pierwszy w historii miasta i drugi w historii Polski warsztat liderów jogi śmiechu! W tajniki jogi śmiechu, najlepszej techniki umożliwiającej bezwarunkowy śmiechu wprowadziłem grono 14 nowych liderek i liderów w wygodnej i miłej sali studia Jogi YAM.  Wiola i Maria przyjechały z Torunia, Marianna z Kalisza, a Gosia z Warszawy, ale w samym Poznaniu będzie teraz 11 liderów – 10 z nich to kobiety, a jedyny mężczyzna to Adam. Dodatkowo, w kursie wzięło udział dwoje liderów z Warszawy – Edyta i Paweł, którzy chcieli pogłębić swoje  umiejętności. Liderką śmiechu została również Asia, która uczy hatha jogi i prowadzi Studio Jogi YAM i już zapowiedziała, że chętnie zorganizuje klub śmiechu. W studiu równolegle odbywały się kursy instruktorów hatha jogi i tańca katak, w przerwach integrowaliśmy się i wymienialiśmy umiejętnościami, które dziwnym przypadkiem wszystkie mają źródło w Indiach…

Obrazek

Dla mnie prowadzenie kursów liderskich, zajęć z osobami, które są zdecydowane by śmiać się więcej i podnosić innych na duchu to sama przyjemność. W wypadku treningów dla grup zorganizowanych czy przypadkowo zebranych ludzi, zawsze muszę poświęcać trochę wysiłku by tłumaczyć, zapewniać, że to zdrowe, utrzymywać dynamikę, angażować lub uciszać niegrzecznych, a tutaj mam ułatwione zadanie, sami chcą, sami się garną – nic tylko się z nimi śmiać🙂. Kiedyś gdy pracowałem na uczelni marzyłem by pracować tylko z samymi ludźmi, którzy chcą się czegoś nowego ode mnie nauczyć, czuję, że to marzenie się spełnia.

SONY DSC

Pewnym odkryciem dla mnie było, że mogłem podzielić się z innymi pewną umiejętnością, którą posiadam od dawna, ale jak dotąd była dla mnie „kompetencją nieuświadomioną”. Jest to swobodne tańczenie w kontakcie z innymi nie przejmując się absolutnie niczym, tym co ktoś pomyśli, czy to wypada czy nie, a nawet czy wgrywam się w rytm czy nie. W programie kursu uwzględniłem trochę swobodnego tańca i śpiewu, gdyż są to ważne elementy radości sprzyjające pełniejszemu wejściu w doświadczenie jogi śmiechu.

SONY DSC

W czasie treningu liderskiego uczę również prowadzenia relaksacji i prowadzę ćwiczenia medytacyjne, które mają za zadanie pomóc liderom w naładowaniu akumulatorów. Bliska jest mi też myśl doktora Katarii „nie koryguj ludzi, tylko łącz się z nimi”, dlatego unikam belferskiego tonu, a dbam o to byśmy łączyli się w śmiechu i ciszy. Opowiadam też o tym, jak ta praktyka zmieniła moje życie i jak to działa, że dzieją się cuda. Cieszy mnie, że widzę i czuję, że liderzy chcą się spotykać i wspólnie śmiać się.

SONY DSC

Bardzo pozytywnie na klimat naszych zajęć wpłynęła obecność małej Marianki, córki Moniki – jednej z liderek. Na początku Marianka była dość sceptycznie nastawiona do dziwnej grupy śmiejących się dorosłych, ale z czasem przekonała się do nas i tańczyła i śmiała się z nami. Potem w domu wołała do mamy „świetnie, świetnie, hej!”.

SONY DSC

SONY DSC

Ciekaw jestem, jak teraz będzie się zmieniał Poznań, będę dalej wspierał nowe liderki i liderów, a tutaj pragnę im pogratulować wspaniałego zaangażowania i cudownej energii.

SONY DSC

Cieszę się też, że Toruń też jest mocnym punktem na śmiechowej mapie Polski – mieszkają tam 3 liderki, a ja 21.11 znów będę z warsztatem tym razem w nowej, 3-godzinnej formule.  Tymczasem w  planach mam kolejne kursy liderskie. Zanim wyjadę do Indii w styczniu na około 2,5 miesiąca by zgłębiać dalej jogę śmiechu odwiedzając kluby śmiechu i napisać moją książkę, chcę dać wszystkim, którzy są gotowi na przyjęcie jogi śmiechu narzędzia do prowadzenia sesji i stojącą za nimi filozofię.

SONY DSC

Okazało się, że w Poznaniu oprócz mnie aż 5 uczestników pochodziło z Łodzi – nikt z nas jednak już nie mieszka w tym mieście. Bardzo poczułem, że przydałoby się zorganizować kurs w moim rodzinnym mieście, choć na szczęście mamy już tam świetnego lidera przeszkolonego w Warszawie – Jacka Kołakowskiego. Wiosną chciałbym też zorganizować kursy w Gdańsku i Szczecinie i być może w Toruniu – wybieram się do tych miast wkrótce z warsztatami. Oto mój rozkład śmiechu na najbliższy czas:

9-10.11. – kurs liderski we Wrocławiu organizowany wspólnie z Nalandią

7-8.12. – kurs liderski w Krakowie organizowany wspólnie z Prapełnią

14-15.12 -kurs liderski w Warszawie organizowany wspólnie z Baba Jogą

Dziękuję za piękne zdjęcia Edycie Pasierbskiej i Joannie Burdzińskiej -świetnie, świetnie, hej!

SONY DSC

SONY DSC