Archiwa miesięczne: Maj 2013

Jak tworzyliśmy krainę śmiechu pod Elblągiem

Dzielna Śmiecho - grupa ze wsi Dobry - jedna z Pań robiła notatki z moich zajęć na balonie :)

Dzielna Śmiecho – grupa ze wsi Dobry – jedna z Pań robiła notatki z moich zajęć na balonie 🙂

Gdy wybierasz się na wypoczynek w weekend z rodziną lub przyjaciółmi, czego poszukujesz? Czy samej ciszy, ładnych widoków i kilometrów do pokonania rowerem? A może również okazji by doświadczyć czegoś nowego, czegoś nauczyć się, dowiedzieć się czegoś o sobie i świecie, ciekawie pobawić się? Jeśli masz również potrzebę nowych doświadczeń, niespodzianek, a także chęć by poprzez zabawę uczyć się nowych rzeczy, inaczej zaplanujesz odpoczynek. Wybierzesz wtedy miejsca, gdzie nie tylko przyjemne widoki będą uprzyjemniać czas spędzony na kijkach czy rowerze, ale takie, które mają do zaproponowania coś jeszcze, coś wyjątkowego.

Idea zachęcania mieszkańców wsi do przygotowania tego typu ofert i zarabiania na tym przyświeca od lat doktorowi socjologii Wacławowi Idziakowi i jego zespołowi, ludziom, którzy inicjują procesy tworzenia wsi tematycznych lub proponują wzbogacenie oferty turystycznej różnych wsi. Z początkiem 2000 roku Wacław zainicjował stworzenie Wioski Hobbitów – jednej z pierwszych polskich wiosek tematycznej w Sierakowie Sławieńskim pod Koszalinem. Najważniejsza w myśleniu o wsi, zdaniem Wacława, jest opowieść, to co ludzie mówią o danym miejscu, dlatego Wacław zatytułował swoja książkę – poradnik tworzenia wsi tematycznych „Wymyślić wieś od nowa”. W przypadku Sierakowa udało się zastąpić smutną opowieść o dotkniętej bezrobociem wsi opowieścią o Hobbitach, przywiązanych do swej ziemi i tradycji ludziach, którzy otwierają się na nowe i wyruszają w podróż by sprostać wyzwaniom, jakie stwarza gospodarka, w której większą wartość niż produkcja materialna mają emocje, doświadczenia, zabawa. Byłem kilkakrotnie w Sierakowie i czterech powstałych później wsiach tematycznych pod Koszalinem, które tworzą z nim wspólną oferta i byłem pod wrażeniem, jak mieszkańcy wsi odnajdują się w nowych rolach, animatorów gier i zabaw. Podziwiałem jak w Paprotach zbudowano labirynty z wierzby, stworzono grę terenową i do tego dodano zajęciami wikliny, chłopskim golf i inne atrakcje.

W Karwnie, Wiosce Fantazji pod Słupskiem, pracowaliśmy wspólnie z innymi animatorami pod kierunkiem Wacława nad grą terenową i stworzeniem gospodarstwa edukacyjnego. Najciekawsze w takich działaniach na wsi jest to, że skupiamy razem mieszkańców, od seniorów po dzieci i można poczuć, jak coś co wydawało się szalone, staje się nie tylko możliwe, ale i zaczyna przynosić satysfakcję i dochód. Tworzenie oryginalnych produktów turystycznych na wsi ma dobre skutki społeczne i ekologiczne – praca powstaje na miejscu, ludzie nie muszą emigrować, nie trzeba też czynić wielkich inwestycji, wycinać drzew, pokazujemy, ile można uzyskać, opierając się na tym, co na wsi już jest.

Siatkówka balonowa w pobliżu wsi Dobry

Siatkówka balonowa w pobliżu wsi Dobry

Przez cztery gorące majowe dni miałem przyjemność gościć wraz z Wacławem i dwójką animatorów Karoliną i Zygmuntem na terenie gminy Godkowo w powiecie elbląskim. Zaprosiła nas Lokalna Grupa Działania „Łączy nas Kanał Elbląski”. Zostaliśmy poproszeni aby dodać nową wartość do starannie wytyczonych na terenie obszaru działania LGD szlaków rowerowych i nordic walking. Chodziło o to by te szlaki wyróżniały się czymś unikalnym tak by przyciągnąć ludzi, którzy nie są zapalonymi rowerzystami i kijkarzami, a amatorów tych form wypoczynku skusić lepszą ofertą. Na samych rowerzystach czy kijkarzach lokalna społeczność nie zarabia zbyt wiele – kupią co najwyżej coś w sklepie i zatrzymają się na nocleg w agroturystyce. Tym czymś co dodaliśmy do tych tras były gry zespołowe i sportowe, które prowadzili Wacław z Zygmuntem, zajęcia rękodzieła, które prowadziła Karolina (tworzenie biżuterii czy przedmiotów użytkowych z dętek i części rowerowych czyli rowerowy upcykling), a także, będące moją domeną, zajęcia śmiechu. Wacław czuwał nad tym by to, co proponujemy układało się w ciekawą i spójną opowieść, która zauroczy turystów, którzy z łatwością będą przekazywać ją dalej, a także by produkty wynikały wprost z motywacji, dla której to robimy, działamy nie tylko dla pieniędzy, ale własnego radości, wartości jaką tworzymy dla świata.

Od środy do piątku pracowaliśmy intensywnie, ja prowadziłem treningi jogi śmiechu i zajęcia ukierunkowane na wymyślanie nowych ćwiczeń wywołujących śmiech i połączenie ich w jedną opowieść, składającą się z kilku epizodów. Poznawaliśmy również teren tak by, o ile to możliwe, wpasować te opowieści w krajobraz i lokalną historię. W moich zajęciach niekiedy brali udział wszyscy uczestnicy szkolenia (ponad 30 osób), ale głównie pracowałem z mniejszym zespołem do spraw śmiechowych. Szybko przekonałem mieszkańców wsi i lokalnych animatorów do korzyści jakie daje przywieziona przez mnie z Indii gimnastyka śmiechu. Mariusz, strażak i jeden z liderów społecznych mówił „przez pierwsze 2 minuty jak ktoś się uprze, może pozostać gburem, ale po 15 minutach nie ma bata, wszyscy się śmieją”. Mąż spóźnionej uczestniczki szkolenia, który ją dowiózł w trakcie trwania moich zajęć, spojrzał na moją grupę i stwierdził, „ci to mają nieźle w czubie”. Śmiałem się i po cichu i głośno, bo moja grupa oczywiście była pobudzona jedynie płynącymi ze śmiechu endorfinami. Proponując zajęcia śmiechu, połączone z rowerowym lub kijkowym wysiłkiem fizycznym, mieszkańcy wsi Dobry będą konkurować o przekierowanie pieniędzy z wielkiego rynku poprawiania nastroju obejmującego alkohol, słodycze, antydepresanty czy papierosy. Wystarczy wspomnieć, że sama wartość rynku alkoholi w Polsce wynosi około 40 miliardów złotych. „Wielu ludzi angażuje mnóstwo energii i czasu w walkę o legalizację marihuany-komentuje Wacław- podczas gdy są dużo łatwiejsze, tańsze i zdrowsze sposoby poprawy nastroju jak na przykład joga śmiechu”.

Aby umieć w komunikatywny sposób sprzedawać innowacyjną ofertę i jeszcze przy tym się dobrze bawić, wieczorami graliśmy w Dixit, grę planszową, w której należy tworzyć hasła do tajemniczych obrazków, w taki sposób, by nie były zbyt oczywiste i jednocześnie zbyt trudne.

Rowerzyści testujący trasę ze śmiechem

Rowerzyści testujący trasę ze śmiechem

W sobotę odbyła się premiera trasy z udziałem miłośników turystyki rowerowej z Elbląga i młodzieży szkolnej. Fundowaliśmy rowerzystom i kijkarzom przerwy w trakcie, których odbywały się zajęcia przy wiejskich świetlicach, siatkówka balonami napełnionymi wodą czy zajęcia śmiechu ukierunkowane na imitacje odgłosów lasy czy śmiecho-historia pani Danki o tym, jak tworzymy masło i ser. Był to pierwszy test nowej trasy przez krainy śmiechu i bizonów, która na żywo pisze swoją historią. Jestem ciekaw ciągu dalszego i chętnie pomogę mieszkańcom spojrzeć w przyszłość ze śmiechem.

Ja w lokalnej świetlicy

Ja w lokalnej świetlicy

Reklamy

Śmiejąc się przy śniadaniu

Obrazek

Jogin śmiechu na sesji dla fundacji Hippoland

„Polacy co roku wydają około 40 miliardów złotych na alkohol, kolejne 20 miliardów na papierosy plus 240 milionów na antydepresanty” – czytam i nawet nie próbuję sprawdzać, ile na narkotyki. „To wszystko przecież by poprawić sobie nastrój” – dociera do mnie. „Ach gdyby tak taką choćby maleńką cząsteczkę tego strumienia obfitości przekierować na treningi śmiechu…”- rozmarzam się i śmieję się z siebie, że myślę o pieniądzach. Takie przekierowanie środków może kiedyś w przyszłości nastąpi. A może nie nastąpi. Nie chcę o tym myśleć. Moją misją jest dotarcie z radosną nowiną, że każdy człowiek może poprawić sobie nastrój i zdrowie w ciągu 15 minut dzięki prostym ćwiczeniom jogi śmiechu, bez pomocy używek ani konieczności posiadania poczucia humoru,  co potwierdza współczesna nauka.

Misja jogina śmiechu nie jest łatwa, czasem nikt nie przychodzi na moje zajęcia i pozostaje mi śmiać się samemu do mojego trudnego losu, hahaha! (od razu się śmieję, jak się złapię na takich sformułowaniach). Ale wiem, że jak się pośmieję, nawet sam, to już będę innym człowiekiem. Roześmiany i pobudzony endorfinami nie będę miał już do czynienia ze ślepym losem tylko przyjaznym światem pełnym możliwości i niespodzianek.

Chcę by w dłuższej perspektywie bycie joginem śmiechu stało się moim zawodem, ale teraz oczekiwanie, że się z tego utrzymam, potęguje tylko frustrację i odwodzi mnie od celu szerzenia radości i pokoju poprzez bezwarunkowy śmiech. Dlatego podjąłem taką decyzję, że będę dzielił się ta radosna praktyką z serca nie oczekując nic w zamian. Owszem dalej będę próbował zarabiać na dwugodzinnych i dłuższych warsztatach w dosyć kameralnych grupach (7-15 osób), gdzie śmiech łączymy z relaksacjami, przygotowałem też ofertę sesji dla firm i zorganizowanych grup. Opracowuję program nauki hiszpańskiego i angielskiego połączonej z jogą śmiechu,  wysyłam tez intencje do świata, żeby przyszły do mnie możliwości bym w ciekawy sposób i ze śmiechem zarabiał na siebie.

Jednocześnie daję okazję do śmiechu wszystkim osobom, które jak ja z pieniędzmi nie zawsze mają najlepsze stosunki. Będziemy się śmiać w parkach w ramach krótszej praktyki niż na warsztatach (15 minut omówienia i rozmowy + max 30 minut sesji, można dołączyć w każdej chwili). Żadnych sugerowanych opłat, jedynie czapka, do której kto chce może mi dorzucić tyle ile chce, poza tym czysty śmiech i zero myślenia.

Pierwsza okazja już jutro w czwartek 23.5 w Warszawie, park Pola Mokotowskie przy metrze Politechnika w odległości słyszalności śmiechu od pomnika z jeźdźcem na koniu, godzina 17-17.45.

Tymczasem już teraz możesz zacząć się śmiać:

-„no money laughter” czyli śmiech bez pieniędzy, wyciągasz puste kieszenie na zewnątrz lub rozkładasz ręce, patrzysz innym w oczy i się śmiejesz
-śmianie się półgębkiem, otwórz tylko w połowie usta i śmiej się najpierw z lewej strony, potem z prawej

-od płaczu do śmiechu – pochylasz się i płaczesz, naprawdę jęczysz, podnosisz się do góry, patrzysz w oczy innym lub naprzód i śmiejesz się – to jedno z moich ulubionych ćwiczeń

A tak się śmialiśmy w Południku Zero!

Obrazek

Gościłem już z jogą śmiechu w parkach, studiach jogi, centrach społecznych, szkołach, firmach, przestrzeniach tańca, a nawet więzieniu, postanowiłem spróbować śmiechu w kawiarni w Warszawie, która organizuje spotkania z podróżnikami. Choć byłem w Indiach i Meksyku, za wielkiego podróżnika się nie uważam, chyba, że przyjąć skalę kilometrową, bo długość równika wyjeździłem przez kilka lat koleją między Warszawą a Łodzią. Poczułem jednak, że mam trochę ciekawych rzeczy do opowiedzenia o Indiach, szczególnie o moich wizytach w klubach śmiechu. Pokazałem na zdjęciach, jak ludzie gromadzą się o 6 rano w parkach Bombaju i Bangalore by się śmiać dla zdrowia. Uczestnicy mogli zobaczyć również, jak wyglądał trening nauczycielski jogi śmiechu i poznać uśmiechy moich znajomych – nauczycieli z całego świata. Opowiadałem o tym, jak joga śmiechu łączy ludzi, członkowie klubów śmiechu jedzą razem śniadania, obchodzą wspólnie święta. Dodaję też że kobiety, szczególnie w małych miejscowościach, dzięki jodze śmiechu wyszły z domów i powołując klub śmiechu stworzyły coś na kształt nieformalnego stowarzyszenia, prowadzącego działalność kulturalną i samopomocową. Nie kryję też, że paniom ogólnie łatwiej przychodzi śmianie się, odpowiadają za 80% frekwencji na moich zajęciach w Polsce, jak i w klubach śmiechu w Indiach. Prawdopodobnie wynika to stąd, że nam mężczyznom bardziej zależy na byciu poważnym, choć szczęśliwie coraz więcej panów przeczy temu, przychodząc na moje zajęcia. Za to mężczyźni w Indiach chętnie się śmiali ot tak na ulicy i prosili mnie bym robił im zdjęcia, teraz wożę ich uśmiechy ze sobą po Polsce.

Na dowód tego, że było naprawdę fajnie i joga śmiechu działa już po pierwszej krótkiej sesji, publikuję zdjęcia i relacje dwóch uczestniczek: Asi i Agnieszki, za nadesłanie których bardzo dziękuję.

Wyszłam naładowana pozytywną energią i kilka dni się uśmiechałam do siebie, ludzi, do wszystkiego w koło. Staram się pamiętać o śmianiu. Wczoraj zaczęłam troszkę się do tego zmuszać podczas biegania, potem mycia zębów i w ogóle. Tak się rozkręciłam, że potem śmiałam się szczerze zarażając śmiechem rodzinę 🙂  Joga śmiechu jest na początku dziwna, trochę stuknięta…ale przynosi efekty w postaci dużo lepszego, pogodniejszego samopoczucia….Opowiadałam znajomych. Chcą przyjść…i ja też przyjdę znowu”.  – Asia

Mam wrażenie, że joga śmiechu jest Polakom bardzo potrzebna. I że to, co robisz ma ogromny sens. Sam mówiłeś w czasie swojego pokazu o tym, jak to Hindusi wciąż się uśmiechają. Ja też to zauważyłam. W czasie pobytu w Indiach wyrobiłam sobie nawyk uśmiechania się do każdego napotykanego człowieka. Wzięło się to chyba stąd, że po prostu odwzajemniałam uśmiechy. I kiedy wróciłam do Polski, idąc ulicą, siedząc w autobusie, czekając na metro, do wszystkich się non-stop uśmiechałam. I bardzo rzadko ktokolwiek mi odpowiadał tym samym. To było dla mnie naprawdę uderzające. Miałam wrażenie, że ludzkie twarze są aż szare od smutku. Po prostu szok kulturowy po powrocie do własnego kraju. I w czasie Twojej sesji mi się to wszystko przypomniało i poczułam, że jeśli chcemy, w Polsce możemy się uśmiechać jak w Indiach...”  –Agnieszka

Obrazek

130509_Joga

fot. z archiwum Autora, poza plakatem autorstwa Asi z Kawiarnii Południk Zero

Światowy dzień śmiechu w Warszawie i Łodzi – relacja

po prostu się śmieję, w przepływie z grupąJestem bardzo zadowolony. Udało mi się zebrać sporo bliskich, starych i nowych znajomych, poszerzyć je o grono przyszłych znajomych i wspólnie wysyłać nasz śmiech w intencji radości i pokoju na świecie. I to w dwóch moich miastach, dzień po dniu. Pewien smutny i pijany chłopak próbował przerwać nasz krąg śmiechu w Warszawie wołając, „człowieku, puknij się, żyjesz marzeniami!”. Tak, pukam się w czoło i to czuję, że właśnie żyję marzeniami, ale jednocześnie staram się te marzenia wprowadzić w życie. Uważam, że życie bez marzeń jest nieciekawe, a wręcz niebezpieczne. Marzenia i utopie pokazują mi kierunek, w którym chcę iść. Dla mnie moim kompasem i kierunkiem jest bycie z ludźmi w radości i miłości. Nie tylko dawanie z pozycji smutku, jak robią czasem niektórzy zawodowi komicy czy społecznicy, którzy działają dla innych lub rozśmieszają ich, a sami wewnętrznie pozostają smutni i niespełnieni.  Ja mogłem naprawdę śmiać się z Wami i zarażać Was radością, czerpiąc od Was radość i uruchamiając dwukrotnie unikalne perpetuum mobile śmiechu. Oczywiście jak coś prowadzę czasem się stresuję tym i owym, ale pracuję nad tym by faktycznie w tym śmiechu tak się zanurzyć, że aż zniknę i rozpłynę się w wspólnej radości. Tym jest dla mnie jedność czyli joga. Wierzę, że światowy pokój jest możliwy, a przynajmniej pokój i radość wokół mnie, a potem wokół ludzi, którzy ze mną się śmieje i wokół ludzi, którzy ich spotkają i jeszcze dalej…. To naprawdę działa. Zobaczcie na zdjęciach!

Joga śmiechu W-wa

Joga śmiechu Warszawa, pełen skład tego dnia

po prostu się śmieję, w przepływie z grupą
na Polach Mokotowskich, chwila na oddech i zaraz śmiech :)

na Polach Mokotowskich, chwila na oddech i zaraz śmiech 🙂

Warszawa we wspólnym kręgu

Warszawa we wspólnym kręgu

przyszedł czas na uściski śmiechu (W-wa)

przyszedł czas na uściski śmiechu (W-wa)

Kłótnia śmiechu w wykonaniu Agnieszki i Kasi, kontrolowana i zakończona pogodzeniem, w Łodzi

Kłótnia śmiechu, kontrolowana i zakończona pogodzeniem, w Łodzi

IMG_0100

A tak się kłócą Kasia z Rafałem

Łódzka ekipa joginów śmiechu wParku Sienkiewicza

Łódzka ekipa joginów śmiechu w Parku Sienkiewicza

zegarki

Czy mamy jeszcze czas? Hi, hi, ha, ha, ha!

kolko

Wspólne kółko śmiechu, chwilę opuszczamy twarz i płaczemy, podnosimy się i śmiejemy się

Pokaz zdjęć z Indii dla wytrwałych uczestniczek i uczestników akcji śmiechu w Łodzi

Pokaz zdjęć z Indii dla wytrwałych uczestniczek i uczestników akcji śmiechu w Łodzi

fotografie: Aneta Hencel (W-wa) i Katarzyna Bielska (Łódź)

Pudło ze śmiechem

Super grupa joginów śmiechów z Zakładu Karnego w Uherach Mineralnych plus Aneta, Marta i ja

Super grupa joginów śmiechów z Zakładu Karnego w Uherach Mineralnych plus Aneta, Marta i ja

Więzienie było dla mnie abstrakcją. Rzeczywistością znaną z książek, filmów i opowieści. Gdy stanąłem pod bramą, poczułem się jak bohater opowieści Kafki: wielki, wysoki mur i żelazne wrota, nie wiadomo czy je otworzą, a już na pewno co tam będzie. Ludzie co stali przed nią napawali mnie grozą, postura ciała pierwotnych form człowiekowatych, do tego jeszcze faceci z tatuażami wokół oczu, co świadczyło, że nieraz gościli wewnątrz. Teraz niby spokojnie słuchali ostrych odmian hip hopu w aucie. Wyszedł strażnik. Telefony trzeba zdeponować, w środku strażnicy mają nawet specjalne urządzenia do wynajdywania fal komórek. Żadnej elektroniki, nawet USB nie można wnieść, a co dopiero aparatu. Dowód trzeba wymienić za przepustkę. I jestem w środku, świeci słońce, zielona łąka, wysoki druciany płot i wyraziste męskie twarze spoglądające na mnie zza ponumerowanych krat.

Chłopaki bardzo ochoczo szli do sali zajęciowej. Kierowniczka wyhaczyła jednego, który się nie zgłosił i chciał się jakby nigdy nic wcisnąć. A tu wszyscy dopuszczeni do zajęć musieli mieć pozytywną opinię lekarzy i wychowawców. Kierowniczka została w gabinecie by nie peszyć 40 silnych mężczyzn. Oni w zwartej grupie i naprzeciwko ja z Anetą i Martą, które asystowały mi w prowadzeniu sesji. Spróbowałem zacząć od przedstawienia się w specyficzny sposób dla jogi śmiechu, gdzie każde zdanie przeplatamy śmiechem. Czułem wyraźny opór, więc jeszcze poopowiadałem trochę o tym, że nie ma co się bać „sztucznego” śmiechu, bo tylko wzmocni naturalny. Zapytani o to czym się interesują, jak jeden mąż powtarzali „lubię wszystko” i jakoś cieszyły mnie wszelkie, nieczęste, konkretne odpowiedzi w rodzaju „motoryzacja”, „piłka nożna”, „ładne blondynki”. Grupa była bardzo liczna, ale grzeczna i zadziwiała mnie niechęć uczestników do ruchu. Bardzo sprawnie wykonywali ćwiczenia oddechowe, a nawet bardziej statyczne ćwiczenia wywołujące śmiech. Za to jak proponowałem by ruszać się, powtarzać kroki prostego tańca, woleli stać w miejscu, miarkując nieznaczne podrygiwania rąk i nóg. Potem zrozumiałem o co chodzi, niektórzy z nich mieli kilka lub kilkanaście lat reżimu więziennego za sobą z siedzeniem w celach i jedynie godzinę czy półtorej dziennie na spacerniaku. A nawet w czasie spaceru chodzą w jednym kierunku w ściśle kontrolowany sposób. Czuć więc było na moich zajęciach, że zamiast chaotycznie biegać czy chodzić po sali, woleli zdyscyplinowany krok.

Udaipur 023

Więzniowie w Udaipur, Indie w czasie sesji jogi smiechu. Fot. Laughter Yoga International

Czasami wahałem się, na ile odnosić instrukcje do ćwiczeń do rzeczywistości więziennej. Czy mówić, że teraz spacerujemy po parku czy po spacerniaku? Z jednej strony oni mogli od lat nie widzieć parku, a z drugiej, nie wiedziałem na ile takie przypominanie o tym, że jesteśmy w więzieniu jest bezpieczne i wzmacniające dla nich. Czy śmiech zwycięzcy z wygranej w totolotka to nie zbyt duża abstrakcja?  Może lepiej śmiech z wyjścia na wolność? Gdy proponowałem zabawę w samochody, słyszałem, że co trzeci z nich stracił prawko i jest tutaj za przestępstwa spowodowane za kółkiem.

Postanowiłem nie przesadzać z więziennymi odniesieniami i powtarzałem: joga śmiechu pozwala ci robić w zabawie to, czego nie możesz robić naprawdę czyli nie tylko prowadzić auto, ale i samolot. Z czasem zdobywałem coraz większą pewność siebie, w końcu jak się posypię to najwyżej wywołam śmiech. Tak było na koniec gdy powiedziałem, że czułem opór wielu z nich i miałem zawahania czy „jeszcze pociągnę dalej z tymi zajęciami”. Jeden zaczął się śmiać, żebym „uważał, bo tutaj wyjątkowo łatwo jest pociągnąć”. Inny wyraził radość, że mógł po raz pierwszy od kilku lat dotknąć kobiecej dłoni. Na koniec serdecznie się z nami żegnali, a nawet zgodzili się ustawić do pamiątkowego zdjęcia zrobionego więziennym aparatem.

więźniowie z Udaipur, fot. Laughter Yoga International

więźniowie z Udaipur, fot. Laughter Yoga International

Druga grupa była mniejsza (ok 18 mężczyzn) i łatwiejsza do pracy, a i ja czułem się już pewniej. Znali się już trochę, bo wspólnie uczestniczyli od 3 miesięcy w terapii, kilku miało szansę przyspieszonego wyjścia na wolność, co jak przyznawali, również było stresujące. Poza tym było czuć, że terapia przynosi skutki, łatwiej było im patrzeć sobie czy mnie w oczy, włączać się w zajęcia, nawet pozwalali sobie na większą swobodę ruchu. Poczułem się na tyle pewnie wśród nich, że właściwie zastosowałem wszystkie podstawowe ćwiczenia, które używam na sesjach jogi śmiechu łącznie z „kajakiem”, kiedy ze śmiechem padliśmy głowami na brzuchy współtowarzyszy. Gdy poprosiłem na koniec by powiedzieli jak się czują po sesji i jak im się podobało, od razu usłyszałem „aha, czyli taka rundka jak na terapii?” i szło płynnie. Czułem dużą szczerość, dzielili się drobnymi radościami i także tym, że się stresują co będzie jak skończy się terapia i trzeba będzie wrócić do macierzystego zakładu lub wyjść na wolność. Byłem zbyt przejęty by zapamiętać dokładnie co mówili, ale słyszałem, że tyle to się nie śmiali od dawna, miłe zapewnienia, że było „elegancko” czy „fajniutko”. Bartek, który trafił na ten koniec Polski z Warszawy zapewniał mnie, że jak tylko go wypuszczą, wpadnie na moje zajęcia w Warszawie. Pytali mnie, czy mogą praktykować sami, do czego ich zachęcałem i prosili bym regularnie przyjeżdżał. Na koniec żegnałem się z każdym z osobna długo trzymając się za dłonie i śmiejąc się. Czułem ogromny spokój i widziałem w wielu z nich potencjalnych terapeutów czy joginów. W tyle głowy nieraz pojawiało mi się pytania, za co tak spokojny i miły człowiek tu trafił, ale wolę nie wiedzieć, skupiając się na świetle, które każdy z nich ma i zaczął budzić.

Tutaj znajdziesz relację z tego wydarzenia na stronie Służby Więziennej.

cytat z Gandhiego na stacji kolejowej w Bombaju, "Czystość prowadzi do boskości", fot. PB

cytat z Gandhiego na stacji kolejowej w Bombaju, „Czystość prowadzi do boskości”, fot. PB

Autor dziękuje Beacie Kiełbasie, kierownik Oddziału Terapeutycznego w Zakładzie Karnym w Uhercach Mineralnych za zaproszenie do prowadzenie zajęć.