Archiwa miesięczne: Wrzesień 2013

Uwaga: Trening liderek i liderów jogi śmiechu w Poznaniu

26-27.10.2013

Trening certyfikowanych liderek i liderów jogi śmiechu w Poznaniu

wydarzenie na facebooku

Jogin śmiechu na Festiwalu Malta w Poznaniu

Jogin śmiechu na Festiwalu Malta w Poznaniu

Kiedy się śmiejesz, zmieniasz się, a gdy ty się zmieniasz, cały świat się zmienia”

dr Madan Kataria, lekarz, twórca jogi śmiechu

Najtrudniej jest śmiać się samemu…najprościej w klubie śmiechu, w którym umawiasz się ze znajomymi i śmiejecie się w bezpiecznym środowisku. Najlepszym sposobem aby śmiać się grubo ponad średnią krajową jest… regularne prowadzenie sesji jogi śmiechu. Śmiech zbliża ludzi w bardzo szybki sposób i tworząc klub śmiechu prawdopodobnie zyskasz nowych przyjaciół. Aby kluby śmiechu mogły powstawać potrzeba liderek i liderów – osób posiadających podstawową znajomość jogi śmiechu i chętnych by prowadzić zajęcia. Na razie klubów śmiechu jest w Polsce tylko kilka, ale mam dobrą wiadomość: wystarczy jeden weekend by zyskać potrzebną wiedzę i umiejętności do prowadzenia klubu w Twojej miejscowości, pobliskim domu kultury lub firmie.

Trening liderek i liderów jogi śmiechu to propozycja dla osób, które chcą głębiej poznać jogę śmiechu pod kątem przygotowania się do samodzielnego prowadzenia zajęć lub stosowania ćwiczeń jogi śmiechu w ramach swojej pracy trenera, nauczyciela, wykładowcy, animatora czy terapeuty. Liderki i liderzy jogi śmiechu będą mieli uprawnienia do prowadzenia sesji jogi śmiechu certyfikowane dyplomem Laughter Yoga University podpisanym przez Dr Katarię (dyplom Certified Laughter Yoga Leaders). Program treningu obejmuje filozofię jogi śmiechu, naukę prowadzenia klubu śmiechu, dużo okazji do samodzielnej praktyki, jak i również naukę prowadzenia sesji jogi śmiechu dla tak różnorodnych grup jak biznes, seniorzy, dzieci, a nawet więźniowie. Z treningu mogą również skorzystać osoby, które chcą poznać bliżej jogę śmiechu aby priorytetem uczynić własną praktykę lub wnieść jakość śmiechu do swojego życia lub pracy.

O jodze śmiechu:

joga (24)

Joga śmiechu to unikalna praktyka, która sprawia, że możemy się śmiać niezależnie od okoliczności, bez pomocy żartów, komedii czy używek. Śmiejemy się w grupie, utrzymując kontakt wzrokowy i dziecięcą jakość zabawy, po kilku chwilach od wywołanego na życzenie śmiechu przechodzimy do naturalnego. Joga śmiechu podpiera się badaniami naukowymi, pokazującymi, że nasze ciało nie rozróżnia pomiędzy śmiechem wywołanym na życzenie a prawdziwym, w obu wypadkach dostaje dużą dawkę tlenu, energii i dobrego samopoczucia. Joga śmiechu łączy oryginalne ćwiczenia wywołujące śmiech z ćwiczeniami oddechowymi jogi czyli tzw. pranajamą i relaksacjami. Joga śmiechu została stworzona w Indiach w 1995 roku przez doktora medycyny Madana Katarię, który wraz z grupą 5 osób, w tym własną żoną Madhuri, utworzył pierwszy klub śmiechu w parku w Bombaju. Od tego czasu powstało ponad 6000 klubów śmiechu w ponad 70 krajach, a joga śmiechu jest praktykowana w firmach i korporacjach, parkach, szkołach, ośrodkach zdrowia, centrach jogi i rozwoju osobistego, a nawet w więzieniach.

O prowadzącym:

joga (117)

Piotr Bielski – socjolog, animator, certyfikowany nauczyciel jogi śmiechu, której uczył się w Indiach od jej twórcy – doktora Madana Katarii. Propaguje bezwarunkowy śmiech dla zdrowia i pogody ducha, ma misję uczynienia z Polski najbardziej roześmianego kraju świata. Prowadzi otwarte sesje w parkach, warsztaty i animacje dla firm i organizacji pozarządowych, a nawet zagląda z zajęciami jogi śmiechu do więzień i szpitali. Stale współpracuje m.in. ze studiem Joga YAM w Poznaniu, szkołami jogi Adi Shakti i Joga Bo w Warszawie, Prapełnią w Krakowie, Centrum Rozwoju „Ajanta” w Toruniu czy Hotelem Fero Lux w Korbielowie. Od 12 lat praktykuje hatha jogę, od kilku lat taniec kontakt improwizację, jogę kundalini i inne metody pracy z ciałem, pisze i publikuje wiersze.

Strona: joginsmiechu.wordpress.com , kontakt piotr.bielski@gmail.com lub tel 607473322

SONY DSC

Miejsce kursu:

studio Jogi YAM, tel.797-130-616, ul.Jana Kochanowskiego 4/10, Poznań, http://www.joga-yam.pl

Program

Sobota 26.10

11.00-11.30 – Powitanie, przedstawienie się w sposób właściwy dla jogi śmiechu, poznanie oczekiwań uczestników

11.30-12.15 – Serce jogi śmiechu – prezentacja filozofii jogi śmiechu połączona z ćwiczeniami praktycznymi

12.15 –12.30 Ankiety do badania poczucia szczęścia i radości i przerwa na herbatę i samodzielne wypełnienie

12.30-13.30 – Praktyczna sesja jogi śmiechu.

13.30-14.30 – przerwa na obiad

14.30-15.30 – Cztery kroki jogi śmiechu (klaskanie, ćwiczenia oddechowe, dziecięca zabawa, ćwiczenia śmiechowe) – krótkie wprowadzenie teoretyczne, prowadzenie 3 pierwszych kroków przez uczestników

15.30-15.50 – przerwa na herbatę

15.50- 17.20 – sesja jogi śmiechu z ćwiczeniami prowadzonymi przez uczestników -możliwość tworzenia nowych ćwiczeń jogi śmiechu

17.20- 18.00 – kolacja

18.00-19.00 – pokaz filmów poświęconych jodze śmiechu na świecie i pokaz slajdów „Przez Indie ze śmiechem” połączony z opowieściami z treningu nauczycielskiego i wizyt w klubach śmiechu w Indiach

Od 19 –do ok 20.30-21 – wieczór uczestników – możliwość zaprezentowania zgłoszonych wcześniej idei, gry planszowe pobudzające kreatywność lub swobodne rozmowy

Niedziela 27.10

9.00-9.30- przywitanie i ćwiczenia oddechowe i medytacje

9.30-10.00 – joga śmiechu – naukowe dowody na rzecz śmiechu i przeciwwskazania zdrowotne

10.05 – 10.45 -Jak śmiać się w pojedynkę? Pokazanie sposobów samodzielnej praktyki. Omówienie doświadczeń

10.45-11.30– sesja jogi śmiechu współprowadzona przez uczestników

11.30-11.45 – przerwa na herbatę

11:45-12.30 – Joga śmiechu dla biznesu – zasady działania, doświadczenia praktyczne, marketing

12.30-13.00 – Joga śmiechu z seniorami – filozofia, techniki i praktyka

13.00-14.00 – Obiad i czas wolny

14.00-14.30 – Joga śmiechu z dziećmi w wieku szkolnym – teoria, techniki i praktyka.

14.30-15.15 – Jak otworzyć klub śmiechu? Wskazówki, zasady, marketing i media.

15.15-16.00 – Końcowa sesja jogi śmiechu prowadzona przez uczestników.

16.00- 16.30 – Komentarze, pytania i odpowiedzi przy herbacie.

16.30-17:00 – zakończenie, wręczenie certyfikatów, zdjęcie grupowe, sieciowanie

SONY DSC

Informacje praktyczne:

  • nie jest wymagana wcześniejsza praktyka jogi ani doświadczenie trenerskie, jak i również duża sprawność fizyczna aby wziąć udział w kursie, wystarczy szczera motywacja
  • dla osób z poza Poznania istnieje możliwość noclegu w studiu Jogi YAM za dodatkową opłatą -20 zł za noc
  • prosimy stosować dietę wegetariańską w trakcie treningu, zapewniamy możliwość wspólnego zamówienia posiłków lub wyjścia do baru
  • w czasie treningu prosimy o powstrzymanie się od picia alkoholu również w czasie przeznaczonym na integrację
  • zalecamy luźny, wygodny strój
  • trening jest organizowany we współpracy z firmą szkoleniową Paweł Tempczyk, dla chętnych pracujących w firmach istnieje możliwość wystawienia rachunków
  • warunkiem rezerwacji miejsca jest wpłata bezzwrotnej zaliczki 200 zł na konto firmy szkoleniowej, w razie niemożliwości uczestnictwa, zaliczkę można przekazać innej osobie, numer konta wraz z ankietą wysyłam osobom, które zgłoszą chęć uczestnictwa

Zapewniam:

  • dyplom Lidera Klubu Śmiechu sygnowany przeze mnie, Dr Katarię i Laughter Yoga Univeristy dla uczestników, którzy wykażą się zaangażowaniem w trening i zrozumieniem tematu
  • podręcznik liderski Klubu Śmiechu (ok 60 str) w wersji polskiej – wydruk oraz e-book
  • płytę DVD z filmami z sesji jogi śmiechu
  • indywidualny kontakt ze mną i wsparcie także po zakończeniu treningu

Ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń.

Zapisy: piotr.bielski@gmail.com lub tel 607473322

Koszt kursu od osoby: 570 zł

Uwaga! Dla uczestniczek i uczestników moich wcześniejszych warsztatów zniżka 80zł – 490 zł

Promocja – dla osób zgłaszających się parami zniżka 50 zł dla każdej osoby– czyli 520 zł od osoby

dla osób zgłaszających się w 3 lub więcej osób – 70 zł zniżki – 500 zł od osoby

Promocje nie łączą się.

klub śmiechu w Bombaju

klub śmiechu w Bombaju

Reklamy

Czy te oczy mogą świecić?

Chciałbym opowiedzieć Wam o moich ostatnich doświadczeniach prowadzenia przez 3 dni jogi śmiechu z najróżniejszymi grupami i zachęcam Was do przeczytania mojej relacji do końca, bo będzie się działo i będę szczery aż do bólu ha ha ha.

Śmiech pomimo diety

SONY DSC

jogini śmiechu Piotr i Aneta z grupą w Korbielowie

W czwartek prowadziłem zajęcia z grupą pań – uczestniczek wczasów z dietą w Korbielowie w hotel Fero Lux. Trafiła mi się wyjątkowo radosna grupa, przy pierwszym ćwiczeniu śmiech trwał kilka minut i pozwalałem im swobodnie się wyśmiać. Czułem, że dla niektórych z nich to wbrew pozorom, poważna praca, uwalnianie tłumionych emocji, radość absolutnego porzucenia masek, słowem śmiały się dosłownie do łez. Po zajęciach jedna z pań powiedziała mi, że nigdy w życiu tyle się nie śmiała i czułem, że w tym co mówi jest prawda. Poczułem się z grupą na tyle pewnie, że zaproponowałem bardziej zaawansowane ćwiczenia i dwie najbardziej wycofane panie wyszły z sali. Być może po prostu spieszyły na kolejne zajęcia, ale mnie jest zawsze smutno jak ludzie wychodzą bez uprzedzenia, choć wiele jestem w stanie zrozumieć.

Szpitalna joga

SONY DSC

W piątek od rana pracowałem jako wolontariusz w szpitalu w Warszawie na oddziale geriatryczno- psychiatrycznym. Najpierw miałem kameralną grupę seniorów. Opowiedziałem im o tym jak joga śmiechu zmieniła moje życie i na czym polega. Poprzednio, większa grupa seniorów, z którą pracowałem w tym szpitalu wybrała trudniejszą dla mnie formułę zajęć na siedząco. Ci, choć dostali taką możliwość, postanowili się ze mną poruszać pomimo zaawansowanego wieku, co bardzo mnie ucieszyło.  Patrząc im w oczy widziałem coraz jaśniejsze, coraz bardziej błyszczące światło. Niektórzy mieli trudność by otwierać usta, wydawać z siebie śmiech, ograniczali się w zasadzie do nieśmiałych uśmiechów, ale tak i mnie budowało, że czułem, że są ze mną, dają mi absolutną uwagę i każda z pań i każdy z panów na tyle na ile może uczestniczy w tych ćwiczeniach. Na koniec odbyliśmy miłe rozmowy w kręgu i pan Edward, który miał już mocno świecące oczy powiedział na pożegnanie „wie Pan co, bo za socjalizmu to się ludzie więcej śmiali niż teraz”.

Obędzie się bez zdjęć

Po tym jak pożegnałem się z grupą seniorów, poszedłem na inny oddział dla dorosłych pacjentów dotkniętych depresją czy nerwicami, często osób, które nie wytrzymały szalonego rytmu życia w korporacji. Tam czekała na mnie bardzo duża grupa, część osób znałem już z poprzedniego spotkania. I znów cieszyłem się uwagą i szacunkiem, choć wiedziałem, że dla nich to trudna i mega potężna praca: zarówno patrzenie sobie w oczy, jak i wydobywanie z siebie oznak śmiechu. Dwie, a może i trzy uczestniczki odpadły, usiadły na krzesłach i patrzyły, widziałem w ich oczach ogromną wrażliwość i jednocześnie chęć wyjścia ze swoich skorup, uczestniczenia w tym, tylko, że to jeszcze nie ten moment… Większość dzielnie dotrwała do końca i naprawdę czułem magię, zmianę jaka zaszła w ich oczach. Na koniec tak bardzo chciałem zrobić z nimi zdjęcie, utrwalić magię tej wyjątkowej chwili, pokazać całemu światu, że nawet w tak smutnym miejscu ludzie mogą się tak pięknie śmiać i promieniować blaskiem. Naprawdę czułem, że razem zmieniamy świat i dzieje się coś wielkiego. Oczywiście zapytałem się o zgodę i poczułem ich lęk, pochowali się po kątach, jedna jedyna pani Krysia zawołała, że nie wstydzi się tego, że się tu leczy, że jej bliscy o tym wiedzą i chętnie stanie do miejsca. Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu i zrobiło mi się smutno, zacząłem żałować, że w ogóle wyszedłem z propozycją zdjęcia, bo jednak zmniejszyłem im i tak z trudem budowane poczucie bezpieczeństwa. Trudno nie jestem doskonały, a czasem słowem można lepiej zaświadczyć niż obrazem, że były sobie kiedyś takie piękne uśmiechnięte twarze.

Klub śmiechu deszczową porą

SONY DSC

Ze szpitala pomknąłem na klub śmiechu. Tym razem deszcz nie odpuścił więc śmialiśmy się w przejściu podziemnym prowadzącym do metra. Ktoś z przybyłych zaproponował, że możemy przenieść się do wnęki w ruchliwym korytarzu przy windzie i faktycznie mieliśmy całkiem komfortowe warunki, łatwiej było się skupić w grupie. Słuchajcie, mówię to absolutnie szczerze, dla mnie prowadzenie sesji dla ludzi, którzy sami z siebie pomimo złej pogody przychodzą na moje zajęcia, to czysta przyjemność i odpoczynek. Z kilkoma osobami, które przyszły, widuję się co tydzień już od początku maja i mamy dużo radości i śmiechu już z samego spotkania. Ale jako, że nasza bliskość nie opiera się na hermetycznych z natury żartach i wychodzimy ku innym, nowe osoby, których tym razem było całkiem sporo, fajnie się dostrajają do nas. Często na klubie śmiechu i otwartych warsztatach, na które ludzie przychodzą z własnej woli, czuję flow czyli pełen przepływ, który pozwala mi na dużą pewność siebie połączoną jednocześnie z luzem i swobodną improwizację. Często w takich sytuacja tworzę lub grupa przeze mnie tworzy nowe ćwiczenia jogi śmiechu. Dlatego naprawdę chcę mi się prowadzić klub śmiechu, mimo iż z finansowego punktu widzenia to może się zupełnie nie opłacać.

Opłaca się za to finansowo prowadzić zajęcia dla firm. Z tego punktu widzenia mówienie o trudnych doświadczeniach pracy z firmami mogłoby wydać się dobrowolnym strzelaniem goli do własnej bramki. Jednakże, nie mam innego wyjścia. Im więcej się z Wami śmieję tym bardziej czuję, że chcę być szczery i do bólu autentyczny w tym co robię, nawet jeśli będzie to okupione mniejszymi zarobkami. Trudno, uwielbiam zarabiać duże pieniądze, ale jeszcze bardziej pragnę odczuwać satysfakcję z mojej pracy i móc co rano z uśmiechem patrzeć sobie samemu w odbite w lustrze oczy. Co więcej, wierzę, że uda mi się pogodzić jedno z drugim…

I wylądowałem na TEDzie!

Wczoraj miałem dzień pod znakiem firm. Najpierw prowadziłem prezentację na zamkniętym wydarzeniu dla pracowników HP w formule TEDx czyli inspirujących wykładów na 15 minut. Mogłem posłuchać kilku ciekawych opowieści w tym wyznania o bieganiu Wiesława, który zaczął od maratonów i doszedł do maratonów górskich, „biegów rzeźnika”, „kieratów” gdzie się biega 100 km przez góry (co za nazwy – zupełnie inny świat niż mój…), biegł coraz więcej i stawiał sobie coraz wyższe poprzeczki aż spróbował sił już w najbardziej mega wypasionym maratonie przez Alpy na bodajże 120 kilometrów i wysokość 600 piętra Pałacu Kultury. I tutaj Wiesław zdobył się na wielkość, która mi się spodobała: wycofał się w połowie biegu do którego się szykował latami bo poczuł się w połowie trasy za słaby i  obolały i nie chciał ryzykować zdrowia, a nawet życia. W tej decyzji realistycznej oceny swoich sił i zadbaniu o siebie, okazał swoją męskość. Szacun dla Ciebie, Wiesław!

Trudno mi oceniać moje wystąpienie, kilka osób mi gratulowało i mówiło, że było fajnie, cóż jeśli dostanę zaproszenie od HP do poprowadzenia zajęć, to znaczyć dla mnie będzie, że to faktycznie był duży sukces hahaha. Zdobyłem się na coś trudnego, czym jest próba prowadzenia sesji będąc oświetlonym na scenie i nie widząc dobrze widowni. Do tego jeszcze coś trzeba zrobić z mikrofonem i pilotem do slajdów… Nie mogłem zostać do końca, bo dzięki Anecie, mojej cudownej żonie, która zgodziła się podwieźć mnie do miasta w południowej Polsce, mogłem ogarnąć jednego dnia zarówno występ dla HP, jak i dla firmy z branży informatycznej do poprowadzenia 4 godzinnych sesji jogi śmiechu dla 4 grup pracowników bez przerwy w ramach jednego bloku.

I na deser firma

SONY DSC

Trafiliśmy do pięknego ośrodka w lesie nad jeziorem, gdzie raz do roku firma organizuje taki wielki piknik integracyjny. Zaczęli już od rana od ścigania się gokartami, a część pracowników nawet latała szybowcami. Potem po obiedzie mieli mieć 4 godziny zajęć, wymiennie -każda grupa miała płynnie przejść z jednych zajęć w drugie, na przykład z paintballu do parku linowego, z parku na ściankę wspinaczkową, i ze ścianki prosto w objęcia jogina śmiechu… Do tego obfitość jadła i picia i jeszcze jakiś wieczorny program z tańcem ognia i niespodziankami. Trochę się obawiałem, że pracownicy będą zwyczajnie zmęczeni ilością atrakcji, ale skoro firma chce i dobrze płaci, to podjąłem się zadania.

Konferansjer, który dzielił grupy stwierdził, że czwarta grupa poczeka aż przyjedzie jogin śmiechu. „Przepraszam, ja już jestem” – zawołałem – „Ach nie wyglądał mi pan na jogina” – usłyszałem. Nie wiedziałem, kogo się ten pan spodziewał: czy jakiegoś lewitującego mnicha czy klauna z czerwonym noskiem, ale jestem w stanie zrozumieć, że zajmuję się czymś na tyle niezwykłym, że trudno sobie wyobrazić mnie po prostu w sztruksach i luźnej marynarce. I cóż, wiem, że napisanie tego może pozbawić mnie potencjalnych zleceń, ale chcę być szczery: praca z pracownikami na pikniku była dla mnie trudna. Mam poczucie, że dobrze wykonałem swoje zadanie i wręcz przeczuwam, że to właśnie spotkanie ze mną będą pamiętać dłużej niż paintball czy gokarty. Ale mogłem wyraźnie odczuć, że jestem przybyszem z innej planety. Pozostałe aktywności miały charakter rywalizacyjny, a tutaj mamy wszyscy stać się równi i wspólnie się śmiać. Kontakt wzrokowy był trudny z wieloma osobami, rozumiem, nie są do tego przyzwyczajeni i nie mogę zbyt wiele od nich wymagać. Również z dużym oporem spotykały się niezobowiązujące zaproszenia do dotyku np. nikt nie wybrał w ćwiczeniu myjni wersji dotykowej, która oznaczałaby otrzymanie przyjemnego masażu pleców od grupy -zrezygnowałem z tych ćwiczeń z kolejnymi grupami. Pojedyncze osoby na wstępie się wycofywały, ale zamiast odjeść, kręcili się robiąc zdjęcia kolegom z pracy jeszcze bardziej krepując i tak już mocno zalęknionych czymś tak totalnie nowym ludzi. A ci co uczestniczyli w ćwiczeniach często uciekali w żarty, rozmowy, cokolwiek innego byle nie spróbować nowego doświadczenie, przegadać je, zagłuszyć. Cóż, z zgodnie z planem przeprowadziłem zajęcia i nawet mam poczucie, że całkiem sporo osób mogło coś z nich wynieść, ale zabrakło mi tego blasku w oczach, który mnie karmi i napędza do działania.

Mogę ich zrozumieć to informatycy czyli  ogólnie i statystycznie specyficzna branża, mogą mieć niekoniecznie zrozumiałe dla osób spoza ich branży poczucie humoru i kody. Poza tym pewnie są mocno zestresowani, pracują pod ostrą presją terminów i nawet na pikniku, na którym mają za zadnie wyluzować, wyglądali na mocno spiętych. Do tego jeszcze tego dnia mieli aktywnie fizycznie program i niektórzy na moje zajęcia przychodzili  zmęczeni. Ale po tych zajęciach podjąłem stanowczą decyzję: będę stawiał firmom żelazny warunek, że piwo może się dopiero pojawić po zakończeniu pracy ze mną. Choć być może pracownicy wypili niewielkie ilości alkoholu to odniosłem wrażenie, iż psuło to magię moich zajęć, i musiałem się męczyć udowadniając żartownisiom, że nie jestem klaunem tylko zwykłym panem od gimnastyki tylko trochę niekonwencjonalnej. Jako gość ich imprezy za bardzo nie mogłem zwyczajnie poprosić o odejście niezainteresowanych  by skupić się na pracy z tymi, co chcieli skorzystać z moich zajęć. Pojawił się też dla nieśmieszny dla mnie żart  „a może jak wrzucimy pana do wody, to się będziemy lepiej śmiać?”.

Muszę przyznać, że spośród sesji, które prowadziłem dla firmy najlepiej wypadła ostatnia, jedyna, którą prowadziliśmy wspólnie z Anetą i która miała miejsce w sali.  Aneta swoją obecnością i zaangażowaniem wprowadza większą harmonię, poza tym zamknięta sala sprzyjała bardziej skupieniu niż otwarty teren nad jeziorem.

Moja propozycja dla firm

SONY DSC

z treningu dla Tesco, z którego miałem same pozytywne odczucia

I co? Piszę to wszystko nie po to by odstraszyć firmy od współpracy ze mną tylko by pokazać, że po pierwsze joga śmiechu nie łączy się dobrze z alkoholem. Po drugie, choć jak dotąd firmy zwracają się do mnie głównie z propozycją jednorazowych zajęć na szkoleniach integracyjnych lub tego typu piknikach, mam dla firm znacznie lepsze propozycje. Dla mnie największy sens ma prowadzenie regularnych zajęć w firmie, bo jeśli joga śmiechu ma przynieść trwały efekt to trzeba ją praktykować regularnie. Są badania naukowe prowadzone w Indiach i USA, które mówią o tym, że wystarczą zaledwie dwa tygodnie z jogą śmiechu w 15-minutowej codziennej dawce by trwale zmieniło się środowisko pracy na bardziej radosne, zdrowe i kreatywne. Dlatego dla mnie optymalne byłoby przygotowanie wspólnie z firmą programu zajęć jogi śmiechu. Zaczęlibyśmy od wprowadzenia, zrobiłbym wykład o tym z czym się to je i jakie korzyści może przynieść pracownikom i spółce, pokazałbym trochę zdjęć i krótkich filmów na temat jogi śmiechu dla biznesu, byłby czas na obawy i pytania. Potem pokazowa sesja, po której firma zbierałaby deklaracje zainteresowania od pracowników. Z całej załogi wyłoniłaby się grupa lub kilka grup chętnych pracowników, którzy chcieliby skorzystać z takiej możliwości i ustalilibyśmy jakiś sensowny program (minimum jedno spotkanie w tygodniu). Wiem, że efekty byłyby lepsze w wypadku regularnej pracy ze stałymi grupami w ramach godzin pracy niż w ramach świątecznej wkładki z jogi do piwa i kiełbasek. Czekam na pierwszą chętną do regularnego śmiechu firmę, której jestem w stanie zaproponować bardzo korzystne warunki. Ha ha ha!

Śmieję się z kierownikami!

SONY DSC

Miałem właśnie okazję poprowadzić specjalną sesję jogi śmiechu dla grupy pań i panów -kierowników sklepów Tesco z województw śląskiego i małopolskiego. Całe wydarzenie odbyło się w hotelu Fero Lux w Korbielowe, z którym regularnie współpracuję. Organizatorzy szkolenia dla kierowników uznali, że na koniec intensywnego dnia przyda im się odstresowanie w postaci jogi śmiechu, a także, że uczestnicy może nauczą się ode mnie kilku ćwiczeń, które będą mogli wykonywać w czasie pracy w swoich sklepach. Sesja udała się i słyszałem właściwie same pozytywne komentarze. Jeden z kierowników powiedział, że jego dzieci nie uwierzyłyby że ich tato potrafi śmiać i dodał, że chciałby śmiać się tyle na co dzień.

SONY DSC

Po sesji jogi spotkałem się ponownie z grupą z Tesco i poprowadziłem dla nich partię gry Dixit, w ramach której można puścić wodze wyobraźni by ćwiczyć kreatywność i komunikatywność. Wcześniejsza sesja jogi śmiechu spowodowała takie rozluźnienie, że w czasie gry moi kierownicy śmiali się bez końca. A ja żegnając się zapowiedziałem, że jak teraz zajrzę do któregoś ze sklepów Tesco to poproszę od razu o spotkanie z kierownikiem i niestety – trzeba się będzie śmiać ze mną niezależnie od okoliczności. Również zgłosiłem firmie chęć prowadzenia sesji jogi śmiechu z całymi załogami pracowników poszczególnych sklepów by z tej prostej i przyjemnej techniki czyniącej życie radośniejszym mogły też skorzystać osoby pracujące przy kasach.

SONY DSC

 

SONY DSC

fot. Aneta Bielska

Kosmiczne przyspieszenie czyli tydzień z jogą śmiechu

joga (70)

Kiedyś myślałem, że uda mi się każdy z prowadzonych przez mnie warsztatów opisać na tej stronie, zamieścić zdjęcie ze wszystkimi uśmiechami, zebrać jakieś dwie czy trzy anegdoty… Teraz widzę, że to bardzo trudne, bo tych warsztatów mam tyle, że sam ledwo nadążam za tym co robię, a jak dopiero mieliby nadążać miłośnicy i miłośniczki jogi śmiechu czytujący mojego bloga? Szczególnie gdy dochodzi do kosmicznego przyspieszenia takiego jak w tym tygodniu? Ale ktoś już kiedyś powiedział: bądźmy realistami i spróbujmy niemożliwego…

Poniedziałek na Wymienniku

Obrazek
Prowadzę jogę śmiechu w Warszawie w Zielonym Jazdowie w ramach Wymiennika – systemu społecznych wymian bez użycia pieniędzy. Zebrała się ciekawa gromadka. Jest i para z dwoma córeczkami, zwłaszcza młodsza Różyczka cudownie odnajduje się w tej praktyce. Pochylamy się, żeby mogła skorzystać z dotykowej myjni samochodowej lub by wspólnie skakać jak króliki. Różyczka jest bardzo bystra, jak pokazywałem ćwiczenie z diagnozą lekarską, w której pokazywaliśmy palcem na różne części ciała, upomniała się o uwzględnienie pośladków. Milana z kolei przybyła na nasze zajęcia z Łotwy, przejazdem gościła na kilka dnia w Warszawie jadąc autostopem do Francji i spotkała w parku Letkę, która jej powiedziała o zajęciach jogi śmiechu,. Magię tego spotkania uchwyciła na zdjęciach Ewa, profesjonalna fotografka, którą zresztą zatrudniłem… za zarobione na Wymienniku punkty tzw alterki (zobacz tutaj).

joga (27)

Wtorek z ekipą z domu dziecka
Na zaproszenie Kasi, która prowadzi dom z ośrodkiem warsztatowym Bajkowa Zagroda pod Radzyminem podjąłem się wolontariackiego prowadzenia jogi śmiechu dla grupy dzieci i młodzieży z domu dziecka w Kutnie. Znaleźliśmy w lesie piękną polanę, na której opowiedziałem o jodze śmiechu i zacząłem zajęcia. Przyznam szczerze jednak, że były to jedne z najtrudniejszych zajęć w życiu. Generalnie joga śmiechu sprawdza się z każdą grupą wiekową dobrze, ale najtrudniej z młodymi ludźmi, którzy mają tak wielką potrzebę udowodnić, że już nie są dziećmi, tylko całkiem poważnymi ludźmi. Młodsze dzieci miały większą łatwość naśladowania mnie i wspólnej zabawy, za to starsze uciekały w żarty, gadanie, czym krępowały i rozpraszały te co chciały bawić się ze mną. Do tego czułem, jak wielką trudność sprawia im patrzenie sobie w oczy, choć wiem, że się starali i dobrze ich rozumiem, że to niełatwe. Sesję przeprowadziłem, nawet zdarłem gardło, ale kończyłem ją bez satysfakcji. Nie robiłem zdjęć by ich jeszcze bardziej nie stresować.
. Generalnie zamierzam się nastawić na pracę z dorosłymi, seniorami i czasami dziećmi w wieku podstawówki, chętnie widzę też pojedynczych nastolatków na moich dorosłych zajęciach, ale jeśli chodzi o gimnazjalistów to mam poczucie, że lepiej coś innego im proponować.

Środa w Korbielowie

Pobudka o piątej rano by zdążyć na umówione spotkanie z Martą, którą skontaktowałem przez łączący kierowców z pasażerami portal Bla Bla Car by wspólnie jechać do Katowic, skąd dalej miałem pociąg do Żywca by ostatecznie trafić do Korbielowa. Marta, która mnie dzielnie podwiozła, choć przez prawie pół podróży spałem, sama zainteresowała się jogą śmiechu i śmiała się ze mną na czerwonych światłach. Kto wie, może opowie o jodze śmiechu seniorom z którymi prowadzi gimnastykę czy nordic walking? W Korbielowie byłem kolejny raz w hotelu Fero Lux, gdzie prowadziłem wieczorem dla dwóch grup prezentacje zdjęć z Indii i filmów z sesji jogi śmiechu. Jest to dla mnie miła okazja by powracać do Indii i dzielić się radością. Jako, że zdjęć i filmów mam dużo, pokazuję za każdym razem trochę inny zestaw by też mi się nie znudziło. Pobyty w Korbielowie mają jeszcze jedną zaletę: gdy już skończę pracę i rozmowy wskakuję do basenu i rozpływam się w gorącym jacuzzi na wolnym powietrzu.

Czwartek w Korbielowie

Korbielów joga śmiechu

Od rana w górskiej wędrówce z grupą wczasowiczów, zatrzymując się w kilku miejscach śmialiśmy się by dalsza droga była jeszcze przyjemniejsza. Potem prowadziłem dwie sesje jogi śmiechu, w jednej z nich wzięła udział pani Marta z Niemiec, dzięki czemu mogłem sobie przypomnieć ten język, którego się uczyłem łącznie jakieś 15 lat. Pierwszy raz prowadziłem sesję polsko-niemiecką i wyglądało to na przykład w ten sposób „świetnie, świetnie, hej! Sehr gut, sehr gut, ja!”. Kto wie może to dobry pomysł bym proponował takie sesje grupom polsko-niemieckim przy okazji spotkań czy warsztatów? Czuję, że hotel Fero Lux to bardzo przyjazne dla mnie miejsce i miłe jest, że będąc w pracy mogę też trochę odpoczywać czy korzystać z innych zajęć, na przykład pilatesa.

Piątek w Krakowie

Prapelnia 30.8
W piątek pojechałem do Krakowa na warsztat w Prapełnii. Przed warsztatem sprawdziłem konto mailowe i dostałem wiadomość, która mnie bardzo zdenerwowała. Postanowiłem jednak nie dać się ponieść emocjom i choć wcale nie miałem ochoty by się śmiać, wiedziałem, że ludzie specjalnie przyjdą by wspólnie śmiać się ze mną, więc nie mam wyboru. No i dobrze! Takie obowiązki jak umówione sesji jogi śmiechu skłaniają mnie bym dbał o mój pozytywny stan umysłu i nie pozwalał trudnym emocjom odebrać mi radości. Cieszę się, że udało mi się zostawić ten smutek i gniew i sprawnie poprowadzić warsztat do błogiej relaksacji. Ach tak nie chciałem, żeby się ten warsztat kończył, zostałem jeszcze chwilę sam w sali siedziałem czując się tak dobrze i spokojnie. Potem wsiadłem do pociągu nocnego bo rano w Warszawie miałem występ w TVNie. Zainwestowałem ponad 100 zł w bilet by mieć kuszetkę, poczułem, że najważniejsze bym jutro był dobrze wsypany i to się na pewno zwróci 🙂

Sobota w TVN
Zacząłem dzień od wizyty w studiu TVN. Przyznam, że jechałem jednocześnie zadowolony i lekko rozczarowany. Wcześniej bardzo zaangażowany i pełen pasji reporter tej stacji kręcił kilkuminutowy reportaż o jodze śmiechu i joga śmiechu miała być głównym tematem programu. Spędziliśmy wspólnie kilka niezłych godzin, produkowałem się nie tylko ja, ale i moi znajomi z klubu śmiechu. Liczyłem na nasze 5 minut. Ale potem dostałem telefon, że jednak program nie będzie o jodze śmiechu i dokument raczej się nie pojawi, tylko będę jednym z gości 5-minutowej rozmowy o stresach powrotu do domu z wakacji. Wszystko jest kwestią nastawienia umysłu. Gdybym wcześniej został zaproszony do udziału w takiej 5-minutowej rozmowie o stresie, pewnie podskoczyłbym z radości. Ale w takiej sytuacji trochę się czułem jak dziecko, któremu najpierw obiecali tort, a potem dali „tylko” bezę. Jako, że staram się przyjmować wszystko co mi prezentuje życie z wdzięcznością, zaakceptowałem, że tak się dzieje po coś i nie muszę wiedzieć po co ani narzekać. Na miejscu okazało się, że będę gościem tylko ze znanym mi z mediów psychologiem Miłoszem Brzezińskim, bo pani, która zajmuje się łaskotaniem ludzi nie dotarła do Warszawy. Jak oglądam to nagranie, mam poczucie, że nieźle mi poszło, nie dałem z siebie zrobić większego wariata niż naprawdę jestem i przekazałem wszystkie najważniejsze informacje, czego więcej wymagać?

Zresztą sami możecie obejrzeć nagranie i sprawdzić tutaj.

smiejemy sie po TVN

A po nagraniu w TVN poprowadziłem sesję jogi w parku w ramach warszawskiego klubu śmiechu. No nikt się nie dał wyciągnąć prosto sprzed telewizora i było nas tylko kilka osób, ale za to przyszły same miłe osoby i dołączył do nas spontanicznie pan, który przejeżdżał na rowerze. Przyszła też Ola, dziennikarka radiowej Czwórki, która zrobiła o nas reportaż, prawdopodobnie będzie emitowany w środę około 14. Ha, ha, ha!

 

Niedziela w Łodzi czyli zrób to samo na nowo

make camp2

I znów pobudka o 5 rano. Gdyby nie moja dzielna Anetka, która wstała razem ze mną i wspiera mnie w tym całym szaleństwie to pewnie bym nie zdążył na pociąg. Ale wszystko się udało, jestem przed 9 rano w Łodzi by prowadzić zajęcia na festiwalu Make Camp w FabLabie Łódż, który mieście się w starej fabryce włókienniczej WiMa. To wyjątkowa impreza, zbierają się tam ludzie z całej Polski, których łączy to, że są pozytywnie szaleni i jednocześnie bardzo praktyczni, robią różne twórcze rzeczy na przykład kompostowniki na balkonach, konstruują drukarki 3D, łódki i designerskie ławki ze sklejki czy ścianki izolacyjne z konopi.

ekipa make camp

I ostatni dzień festiwalu zaczął się od wspólnej sesji jogi śmiechu po to by im się lepiej pracowało i radośnie rozmawiało. Było nas sporo i ludzie łatwo dali się porwać magii jogi śmiechu, do tego stopnia, że posypały się zaproszenia dla mnie, a to do Wrocławia, a to do Lublina, kiedy znów w Łodzi? Sam miałem dużo radości oglądając to co robią inni i cieszę się, że są tacy ludzie, którym się chce takie szalone rzeczy robić i jeszcze mogą na tym zarabiać.

lodz dobre zycie

Wieczorem zaś poprowadziłem warsztat w zaprzyjaźnionym stowarzyszeniu. Przyszła bardzo radosna 4-osobowa rodzina i dzieciaki fantastycznie pomagały nam się śmiać. Była też moja mama i koleżanka Asia, która od dłuższego czasu się wybierała i tym razem się jej udało, a także wyraźnie kochająca się piękna para znad Biebrzy -Góral i Gosia. Jacek Kołakowski, lider łódzkiego klubu śmiechu, który asystował mi w prowadzeniu zajęć, dostał od córki cudowną koszulkę, a jaką widzicie na zdjęciu. Obserwuje jak na Jacka pozytywnie wpływa praktykowanie jogi śmiechu i tak się cieszę, że mogłem mu ofiarować ten przywieziony z Indii dar by przekazywał go dalej ku własnej i innych radości.

I kończę ten tydzień i wybieram się do Wymiennika by zacząć nowy jeszcze bardziej wspaniały ze śmiechem 🙂