Smutno mi: z depresją nie ma żartów

ja i moje odbicie

ja i moje odbicie

Poznałem Magdę na zajęciach kundalini jogi. Młoda, wysoka, z intrygującymi tatuażami z lecącymi ptakami, które mnie jak wiele tatuaży na moment zatrzymały by zadać pytanie: po co? Podeszła do prowadzącej zajęcia Gosi i powiedziała, że zmaga się z depresją i specjalnie przyjechała na zajęcia z Łodzi. Wychwyciłem jakoś tę Łódź i depresję, bo jedno i drugie mi bliskie, więc jak skończyły rozmawiać, zaproponowałem, czy nie chce towarzyszyć mi w obiedzie. Zgodziła się. Rozmawialiśmy głównie o jodze, wspomniała, że studiuje na Akademii Sztuk Pięknych, projektuje biżuterię. Planowała iść prosto na dworzec, przyjechała specjalnie na 75 minut jogi do Warszawy, co zrobiło na mnie wrażenie. Po drodze znaleźliśmy likwidowany sklep ze zdrową żywnością i skorzystaliśmy z okazji by się obłowić na 50-procentowej przecenie. Ja kupiłem kilka paczek herbaty Yogi tea, w cenie dostępnej dla śmiertelników, olej sezamowy, może coś jeszcze. Pamiętam, że wybrała sobie kilka ziół, jakieś przyprawy i chyba nasiona słonecznika. Potem poszliśmy do Green Peas, jak się okazało, również wegetarianka. Pamiętam, że zamówiła tylko zupę pomidorową i stwierdziła, że warzywa gotowane na parę, które jadłem jako dodatek do kotletów z dyni są na pewno z mrożonek, a ona jest zdeklarowana na zdrową żywność i unika mrożonek (ja też unikam, ale z umiarem i czasem niż sprawdzać wolę ufać, że to co mi serwują to nie mrożonki). Coś rozmawialiśmy. O jedzeniu, mojej siostrze i jej kuchni roślinnej, może o Łodzi, może o Warszawie, na pewno nie o depresji.

Odprowadziłem ją do tramwaju przy Smyku, sam chyba pojechałem w drugą stronę, na Pragę, może gdzieś indziej. Zaprosiliśmy się potem na Facebooku i jak byłem w Indiach chętnie lajkowała moje zdjęcia i krótkie opowieści z jogi śmiechu. Pod jakimś zdjęciem zapytała się, czy zrobię zajęcia w Łodzi, zresztą tak jak kilka osób. No to zrobiłem warsztat jogi śmiechu w Łodzi. Przyszła. Śmiała się podobnie jak inni, niczym specjalnym nie wyróżniał się jej śmiech, nie wyglądała na jakąś bardziej nieśmiałą czy zblokowaną osobę. Na koniec zajęć powiedziała, że jest rozluźniona, że dobrze się czuję i fajnie tak się pośmiać. Coś takiego co większość ludzi mówi. Nie rozmawialiśmy po zajęciach, jakoś tak zniknęła, gdy rozmawiałem z Olgą, Kasią i Jackiem. Do mojej siostry Agaty wybrała się na akcję gotowania w ramach jej Miejskiej Kuchni Roślinnej, cięła warzywa i gotowała z entuzjazmem w normie. Na kolejne zajęcia jogi śmiechu w Łodzi nie przyszła, ale nie przyszło też parę innych osób z pierwszych zajęć, nie zrażając się, bo się z zasady nie zrażam, wysłałem jej zaproszenie na poniedziałkowy warsztat. Wczoraj poszedłem na zajęcia kundalini jogi w Warszawie do Basi, lepiej po nich się czuję i wiem, że regularna praktyka i praca z oddechem powoduje pozytywne zmiany. Po zajęciach odebrałem telefon od siostry: mam szokującą wiadomość, M. popełniła samobójstwo.

I tak jestem sobie z tym, myślę o M. i tym bezsensownym samobójstwie. Mogę wysyłać jej dobrą energię, nic więcej nie mogę już dla niej zrobić. Pojawia się myśl, że mogłem więcej się zainteresować nią i jej depresją, próbować coś więcej pomóc, czy po prostu bardziej podtrzymywać kontakt. Ale nie będę się obwiniał. Ale też wiem, że chcę mieć bliższe kontakty z osobami, które chodzą na moje zajęcia, szczególnie tymi, które zmagają się z depresją. Nie przypadkiem w Indiach mówi się, że kluby śmiechu to jedna rodzina i praktyka wspólnego śmiechu tworzy więzi między ludźmi. Czuję też, że z depresja nie ma żartów, że to naprawdę może być śmiertelna choroba. I że rzeczywistość nas może tak zaskoczyć, bo wcześniej zakładałem, że samobójstwo może popełnić taka osoba, która jest już na tyle w depresji, że nie przyjdzie sama z siebie na takie zajęcia z jogi. Ale jednak nie. Choć jakbym się skupił to potrafiłbym przywołać przypadek przeczący tej teorii, ale takie przekonanie dawało mi pewne poczucie bezpieczeństwa, z którym się teraz żegnam. Postanowiłem, że nie będę odwoływał zajęć, tym bardziej chcę jej prowadzić i pomagać ludziom śmiać się do życia. Cieszę się z zaproszenia na zajęcia w dziennym ośrodku zdrowia dla osób cierpiących na choroby psychiczne, to już przyszłym tygodniu. Smutno mi. I chyba tyle, tylko tyle i aż tyle. Ale nie rezygnujmy ze śmiechu, tym bardziej trzeba śmiać się dla samego śmiechu i wzmacniać się, bo depresja nie śpi.

Advertisements

2 thoughts on “Smutno mi: z depresją nie ma żartów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s